Marian Sawa: Przyjaciel i Nauczyciel

Marian Sawa był nie tylko wybitnym kompozytorem, improwizatorem i organistą, lecz również cenionym i podziwianym pedagogiem. W kwietniu tego roku przypadła trzecia rocznica śmierci Profesora. Zamieszczamy pięć wspomnień nadesłanych przez Jego uczniów.

Zebrała Maja Baczyńska

Zajęcia z p. Sawą były nieco inne niż pozostałe. W samym Sawie było o wiele więcej ciepła, tworzył na naszych spotkaniach domową atmosferę (oczywiście nie liczę pierwszych zajęć, które na większości z nas były stresujące, bo sama improwizacja jest stresującym przeżyciem). Podczas naszych spotkań oczywiście trzeba było grać, ale i tak niemal wszystkie produkcje oceniane były na „Dobrze, podoba mi się!”. Na koniec każdych zajęć p. Marian rezerwował czas na tzw. „Na każde spotkanie jedno pytanie”. Można było wtedy odetchnąć z ulgą i pytać, o co tylko się chciało – o muzykę, o kulinaria, o upodobania, o wspomnienia… i to były naprzyjemniejsze momenty związane z zajęciami z prof. Sawą. Ale najważniejsze i tak jest to wszystko, co zapamiętaliśmy, jeśli chodzi o samą improwizację – najpierw trzeba dobrze poznać zasady muzyki i posiąść wiedzę o harmonii, a potem można na tej podstawie improwizować do woli, ze świadomością popełnianych nieprawidłowości.

Barbara Jagodzińska

Nie narzucał, a sugerował – wybór pozostawiał nam. Otwarty, pogodny, chętny do pomocy i współpracy. Przyjaciel i Nauczyciel – w tej kolejności. Przy nim do improwizacji przekonałby się nawet najbardziej oporny i nieśmiały człowiek

Dariusz Perendyk

Świetny pedagog, znakomity improwizator. Dzięki tym cechom lekcje improwizacji nie mogły być nudne. I nie były. Ciekawe, nieschematyczne, pozwalające poczuć się w improwizowaniu swobodnie. Mądrość i niesamowity zmysł obserwacji sprawiały, że lekcje z nim były nieocenionym doświadczeniem.

Magdalena Zielniok

Moja nauka u prof. Sawy trwała zaledwie pół roku, ale wspominam ją jako niezastąpiony okres inspiracji, gdy dostąpiłam obcowania z prawdziwą miłością do sztuki, kiedy nauczyłam się otwierać własne wnętrze, nie obawiając się krytyki – wprost przeciwnie, profesor bronił się przed jakimkolwiek ingerowaniem w twórczość swoich uczniów. To właśnie na zajęciach profesora Sawy przeżyłam swoją krótką przygodę z kompozycją, zainspirowana zachętami nauczyciela. Nigdy nie zapomnę, jak jedna drobna sugestia profesora, by dodać dźwięk „d” w podstawie basu i zamienić kolejność dwóch części poprawiła jakość mojego utworu dosłownie w okamgnieniu, a wydawałoby się to czysto kosmetycznym zabiegiem…

Wreszcie – po tym pół roku nauki już na zawsze pozostanie mi niezatarte wspomnienie obcowania z Przyjacielem Ludzi i Kontemplatorem Sztuki…

Maja Baczyńska

Marian Sawa był największym człowiekiem jakiego kiedykolwiek poznałem.

Spotkania z Marianem Sawą można porównać do sytuacji, w której pisarz spotyka Mickiewicza lub malarz spotyka Picassa. Dla muzyka to tak jakby spotkać wielu mistrzów wszystkich epok w jednej osobie.

Pamiętam, że na jego zajęciach wszyscy pisali swoje utwory tak, jakby nagle dostawali jakiegoś dziwnego natchnienia do komponowania. Marian Sawa wszystkich traktował na równi, można było z nim zawsze porozmawiać na każdy temat. Ja również przy nim napisałem wiele fajnych utworów, które z perspektywy czasu okazały się bardzo udane, a które by nigdy nie powstały gdyby nie on. Powiem szczerze że przez 3 lata Marian Sawa nauczył mnie więcej i zmobilizował do pracy bardziej niż wszyscy profesorowie na Akademii Muzycznej razem wzięci.

Żadne słowo nie wyrazi tego wszystkiego, co czuło się jak się z nim przebywało, jaki był. Jego otwartość na drugiego człowieka i jego ciepłe spojrzenie na zawsze utkwiło mi w pamięci.

Wiktor Brzuchacz

*

Marian Sawa, ur. 12 stycznia 1937, zm. 27 kwietnia 2005. Jeden z czołowych twórców polskiej muzyki chóralnej i organowej XX wieku. Ma w swoim dorobku około 50 utworów kameralnych na różne składy: duety – m. in. na róg prosty i organy (np. Msza do św. Huberta, 2004), na obój i organy (np. Dyptyk, 1999), na saksofon i organy (Fantazja, 1999), na trąbkę i organy (Sonant, 2001); tria – m. in. na klarnet, skrzypce i wiolonczelę (np. Quarto Giorni. 2002), na baryton, trąbkę i organy (np. Duszo Chrystusowa, 1979); kwartety – m. in. na flet, obój, fagot i klawesyn (np. Quadrivium, 1988), na baryton solo, trąbkę, dzwony i organy (np. Ave Maria, 1979) i inne (np. Moje pejzaże na instrumenty perkusyjne i fortepian, 1981). Oryginalne składy, zarówno świecka jak i sakralna tematyka – oto charakterystyczne cechy twórczości kameralnej Mariana Sawy.

Utwory na organy Mariana Sawy na stałe przyjęły się do literatury organowej – cieszą się popularnością zarówno na koncertach, jak i na konkursach. Jednymi z częściej grywanych pozycji są: Fuga-Bolero (1995), Taneczne obrazki (1987), Sekwens (1988), B-A-C-H (1988), Sekwencja „Dies Irae I” (1996), Fantazja jasnogórska (1996), Witraże (1980), kilka koncertów na organy i orkiestrę, i wiele innych.

Twórczość Mariana Sawy charakteryzuje się niezwykłą ekspresją, intrygującym przetwarzaniem motywów melodycznych popularnych w polskiej (i nie tylko) kulturze oraz prawdziwą pasją tworzenia.

Wszystkie prawa do cytowanych wyżej wypowiedzi zastrzeżone (należą do ich autorów).

Komentarze »

Napisz pierwszy komentarz.

Subskrypcja RSS. Adres TrackBack

Odpowiedz

Strona działa na silniku WordPress w wersji polskiej.
Układ/funkcjonalność strony w znacznej mierze oparto na motywie (theme) "Tranquility White" autorstwa Roya Tancka w tłumaczeniu azWeb dla Polskiego supportu WordPress.