Flamenco w Polsce

Data publikacji tekstu: 24 lipca 2008
Kategorie: 2. – „Etno”, Edukacja, Muzyka etniczna i folk, Taniec, Wywiady – rozmowy – debaty

Cztery czołowe tancerki flamenco i jednocześnie trzy założycielki (z wyłączeniem Małgorzaty Wołyńczyk) szkół flamenco w Warszawie. Poprosiłam je o udzielenie odpowiedzi na pytania dotyczące ich inspiracji, tego, co jest dla nich najważniejsze w tym gatunku, jak wygląda ich działalność. Spytałam także o rozwój gatunku w Polsce, aby nieco przybliżyć czytelnikom „Soundy” polski świat flamenco.

Joannę Strużewską, Małgorzatę Matuszewską, Małgorzatę Wołyńczyk, Martę Robles pytała Alicja Wołyńczyk

Hiszpański styl flamenco w Polsce funkcjonuje od około 20 lat. Od tamtego czasu zaczęły kształtować się szkoły zajmujące się wyłącznie tym stylem. Pierwsza taka szkoła powstała we Wrocławiu (zał. Grażyna Adamczyk – Academia Flamenco) w 1985 roku. Następna – w 1991 w Warszawie (zał. Marek Krajewski, Joanna Strużewska, Grażyna Adamczyk – Studio Flamenco). Obie cieszą się dużym zainteresowaniem i funkcjonują do dziś. Z tej drugiej wywodzą się tancerki Marta Robles i Małgorzata Wołyńczyk. Marta jest założycielką kolejnej szkoły w Stolicy – Triany, Małgorzata jest nauczycielką w Studio Flamenco i NTF. NTF czyli Nie Tylko Flamenco – to szkoła Małgorzaty Matuszewskiej.

*   *   *

Jaki impuls spowodował że zwróciłaś swoje serce i umysł w stronę flamenco?

Marta Robles: Zawsze kochałam taniec i od dzieciństwa intensywnie się nim zajmowałam. Jeszcze w szkole podstawowej przez 5 lat byłam w grupie turniejowej tańca towarzyskiego. Szukałam jednak innego rodzaju tańca, który dawałby większą możliwość ekspresji (w tańcu towarzyskim trzeba się wiecznie uśmiechać, czego nie znosiłam). Na wakacjach w Anglii poznałam Hiszpanów, którzy stwierdzili, że wyglądam i zachowuję się jak Hiszpanka i skoro kocham taniec, to powinnam zainteresować się flamenco. W te same wakacje dostałam w prezencie płytę Gipsy Kings. Codziennie włączałam tę muzykę i namiętnie improwizowałam. Wcześniej nigdy nie widziałam tańca flamenco, więc to miało z nim niewiele wspólnego, jeśli chodzi o formę. Ale w treści pewnie miało trochę wspólnego, ja się w tym tańcu zupełnie zatracałam.

Joanna Strużewska: Przypadek. Przedtem były inne techniki tańca oraz przypadkowo kupiona na wakacjach kaseta z utworami grupy Gipsy Kings.

Małgorzata Wołyńczyk: Flamenco istniało w moim domu od 1990 roku, kiedy mój tata zainteresował się tą muzyką. Ćwiczył codziennie na gitarze i oglądał filmy o tematyce flamenco. Intrygowała mnie ta muzyka, ale dopiero po obejrzeniu filmu Vengo (reż. Tony Gatlif) postanowiłam zapisać się na kurs.

Małgorzata Matuszewska: W 1988 zobaczyłam spektakl z Merche Esmeralda w roli głównej (wielka tancerka flamenco), tańczyła solea[1] i nie był to dla mnie tylko taniec, ale forma teatru, a teatr od zawsze mnie interesował. Przez dwa lata poszukiwałam w Polsce miejsca, gdzie mogłabym się nauczyć flamenco. Interesowałam się pantomimą, ale wszystkich pytałam o to, czy słyszeli coś o flamenco, czy mogą ewentualnie mnie nauczyć czegokolwiek.

Tak się złożyło, że pierwsze kroki poznałam w Szwecji, gdzie była tylko grupa średnio-zaawansowana, więc tylko tam mogłam się uczyć, choć byłam totalnie zielona. Ale mimo to gitarzysta, który akompaniował na zajęciach, powiedział, że tylko ja i jeszcze pewna Chilijka tańczyłyśmy flamenco, reszta wykonywała tylko kroki.
W Polsce pierwsza szkoła flamenco otwarta została w 1990 roku przez Marka Krajewskiego, gdzie lekcje dawała dziewczyna, która po półtora roku wyjechała do Hiszpanii, a ja jako najbardziej zaawansowana uczennica zostałam poproszona o poprowadzenie lekcji.

*

Kiedy to nastąpiło?

Marta Robles: W 1990 roku. Miałam niecałe 15 lat.

Joanna Strużewska: W 1991 roku.

Małgorzata Wołyńczyk: We wrześniu 2001 roku.

Małgorzata Matuszewska: W 1988 roku.

*

Czym dla Ciebie jest ta muzyka, co jest dla Ciebie w niej najważniejsze?

Marta Robles: Oczywiście jest źródłem przeżyć estetycznych, emocjonalnych i duchowych. Jest absolutnie pierwotną, niezbędną i najważniejszą inspiracją do tańca. W muzyce najważniejsza jest dla mnie emocjonalność, autentyczność. Potem forma, przede wszystkim rytm, barwa dźwięku, jakość wykonania, melodia. Przekaz emocjonalny jest dla mnie najważniejszy. Dlatego kocham flamenco – jest moim zdaniem najbardziej intensywnym i ekspresyjnym stylem muzyki. Coraz częściej szukam też prostych nagrań, tylko cante y guitarra. Nie jestem w stanie znieść dzisiejszej muzyki pop – kompletny brak pomysłu, indywidualności, do tego sztuczne brzmienie sztucznych instrumentów. Natomiast elementem, który na mnie najbardziej oddziałuje, jest śpiew. Niestety muzyka instrumentalna nigdy nie wzbudzi we mnie takich emocji, co piękny śpiew.

Joanna Strużewska: Jeśli słucham flamenco to nie bardzo jestem w stanie skupić się na innych czynnościach. A najważniejsze, niezależnie od gatunku, jest chyba to, czy muzyka „ściąga” moją uwagę… Z różnych powodów – ciekawej melodii, barwy głosu, nastroju.

Małgorzata Wołyńczyk: Tańcząc flamenco daję upust wielu emocjom. Poza tym daję się ponieść energii, która płynie z muzyki, do której tańczę. Jeśli śpiew jest przejmujący, prawdziwy, trudno mi jest nie tańczyć.

Małgorzata Matuszewska: Dla mnie flamenco jest rodzajem teatru.

*

Jaki styl, jaki taniec wydaje się Tobie najciekawszy? Dlaczego?

Marta Robles: We flamenco lubię wszystko, a poza tym mam fazy fascynacji jakimś stylem, które trwają rok czy dwa. Chyba nie będę zbyt oryginalna, jeśli powiem, że największy respekt czuję do solea. W solea mieści się cała istota tej muzyki, tej tradycji i chyba w ogóle ludzkiego losu. Interpretacja solea jest bardzo trudna chyba głównie dlatego, że wpisana jest w nią prostota formy. Nie można się „zasłonić” choreografią czy skomplikowanymi falsetami. Najbardziej wartościowe wykonania są formalnie bardzo proste. Trzeba to jednak wypełnić treścią. Ja sama tańczyłam solea na scenie jako nastolatka, a potem dopiero ostatnio, po urodzeniu dziecka czułam się na to gotowa. Myślę, że to było sensowne. Wtedy, jako smarkula i nowicjuszka tańczyłam bardzo proste rzeczy z ogromnym zaangażowaniem i to miało ten autentyczny przekaz. Teraz ten taniec jest kompletnie inny.

A tak z zupełnie innych pobudek, to bardzo lubię tarantos[2] i dobrze się w nim czuję. Uważam, że ta forma pozwala w tańcu na pewną ekstrawagancję choreograficzną (niedopuszczalną moim zdaniem w solea). Tarantos daje mi pole do popisu w dziedzinie ruchu, umiejętności tanecznych.

Joanna Strużewska: Najbardziej odnajduję się w solea por buleria, ale tak naprawdę wszystko zależy od muzyki – czy mnie inspiruje… Czasem, gdy coś słyszę i „czuję”, ciało/głowa od razu zaczynają to przerabiać na ruch i rytm… Kiedy układam choreografię na zajęcia, też zaczynam od znalezienia muzyki (albo jakiegoś fragmentu utworu), wokół którego buduje się całość. A solea por buleria po prostu odpowiada mojemu temperamentowi i preferencjom ruchowym.

Małgorzata Wołyńczyk: Bulerias[3] – bo można w tym palo (stylu) dać upust całej energii, a puls jest tak inspirujący, że trudno pozostać obojętnym; oraz siguiriyas[4] – z przejmującym śpiewem i bardzo charakterystycznym pulsem.

Małgorzata Matuszewska: Solea, bo trzeba wypełnić tańcem muzykę, której rytm nie jest tak bardzo czytelny, w związku z czym ruch nie podkreśla go, tylko trzeba interpretować muzykę. W Polsce rzadko wykonuje się solea na zajęciach, bo styl ten jest nierozerwalnie związany ze śpiewem, a niewielu mamy śpiewaków flamenco. Niestety. Tangos – ze względu na charakterystyczny puls „do tyłu”.

*

Czy widzisz postęp/rozwój flamenco w Polsce w ciągu 20 lat? (czy też lat od jego zaistnienia na poważnie w Warszawie) Jak to było na początku, jak to jest teraz?

Marta Robles: Wszystko bardzo się zmieniło, bo teraz gdy jesteś w Europie i wyjazd do Sewilli jest niewiele bardziej skomplikowanym przedsięwzięciem niż wyjazd do Zakopanego, flamenco jest dużo łatwiej dostępne. Do tego dochodzi Internet, YouTube etc. Gdy ja zaczynałam, Hiszpania była odległą, mityczną krainą, którą odwiedzić mogli nieliczni szczęśliwcy. Gdy ktoś jakimś cudem zdobył kasetę z jakimkolwiek nagraniem muzycznym czy video, cała grupa kopiowała to od siebie i słuchała na okrągło, aż kaseta się kompletnie zdarła. Ja pierwsze hiszpańskie buty miałam po 3 latach intensywnej nauki, wtedy też pierwszy raz byłam w Hiszpanii, zresztą jako jedna z pierwszych z naszego środowiska. Teraz wszystko jest łatwo dostępne. Dziewczyny przychodzą na pierwsze zajęcia ubrane od stóp do głów w profesjonalne hiszpańskie ciuchy.

Myślę, że dawniej zajmowanie się flamenco wymagało ogromnej determinacji i poświęcenia. Generalnie poziom był dużo niższy, ale osoby, które w to faktycznie wsiąkały, to były wielkie indywidualności. Zresztą spora część z osób, z którymi razem zaczynaliśmy, żyje flamenco do dziś. Teraz każdy może sobie od czasu do czasu włożyć falbaniastą sukienkę i potupać. Ale to chyba dobrze. Wybitnie zdolne jednostki i tak się przebiją.

Joanna Strużewska: Na pewno ogromny postęp, jeśli chodzi o masowość zainteresowania i o poziom techniczny… Poza tym możliwość zapraszania tancerzy do nas i możliwości swobodnego wyjeżdżania TAM… Dostęp do informacji: Internet, TV Espanol – można być na bieżąco z nowinkami… Ale kiedyś było bardziej rodzinnie – wszyscy w Polce się znali, chyba było trochę więcej luzu w podejściu do siebie i brak nadęcia, które obecnie wiele osób nazywa „profesjonalizmem”. No i w dodatku grasujące na rynku osoby, które mając niski poziom otwierają szkoły i prowadzą kursy wykorzystując zainteresowanie…

*

Jak myślisz – dlaczego Polakom tak bardzo podoba się flamenco?

Marta Robles: Ma bardzo silny emocjonalny przekaz, czytelny dla większości osób wrażliwych. Chwyta za serce, dotyka pierwotnych emocji, które bardzo rzadko bywają poruszane. Jest barwne i egzotyczne. I jest w nim jakaś tajemnica…

Joanna Strużewska: Daruję sobie dyrdymały o podobieństwach miedzy cygańską i słowiańską duszą. Nie wiem, czy stwierdzenie, że akurat Polakom się tak podoba, nie jest ryzykowne – Japończykom też się podoba, Niemcom również i prawdopodobnie z innych powodów.

Myślę że Polacy, Polki dobrze się odnajdują w tym tańcu z dwóch przeciwstawnych powodów: funkcja terapeutyczna – flamenco pomaga się otworzyć, uwolnić emocje, uwolnić stres; a z drugiej strony słowiańska szczerość i wrażliwość, emocjonalność, „prawdziwość”. W każdym drzemie gdzieś dusza romantyka i potrzeba szaleństwa… A flamenco daje poczucie wolności.

*

Wasz mistrz? Mistrzowie?

Marta Robles: Za swojego najważniejszego mistrza uważam sewilskiego tancerza El Torombo, o bardzo tradycyjnym stylu tańca i niekonwencjonalnych, kompletnie nieakademickich metodach nauczania. To od niego najwięcej nauczyłam się o muzyce flamenco, o niuansach rytmu, o komunikacji między tańcem a muzyką, o budowaniu napięcia i wyzwalaniu emocji. Miałam też zaszczyt dwukrotnie tańczyć w jego spektaklu prezentowanym na festiwalach flamenco w Niemczech. Obecnie najbardziej inspirującą dla mnie nauczycielką jest Pilar Ortega, znana bardziej właśnie jako nauczycielka niż jako tancerka sceniczna. To osoba o niezwykłym temperamencie, niezwykłej kreatywności i odwadze. Od paru lat, gdy jestem w Sewilli, chodzę na jej lekcje i nigdy się nie nudzę. Zawsze mnie zaskakuje swoimi pomysłami rytmicznymi i ruchowymi. A przy tym wszystko, co ona robi, mieści się w ramach konwencji, jest, jak to się mówi muy flamenquito.

Joanna Strużewska: To się zmienia… Z pewnej estetyki się wyrasta, do innej się dorasta… Na samym początku dostępne były kasety VHS i przypadkowi tancerze z festiwalu w Kościanie [kultowy, nie istniejący już, festiwal flamenco – przyp. aut.] – trudno mówić w takich warunkach o mistrzu przez duże „M”… Przynajmniej w moim rozumieniu tego określenia… Czyli kogoś, kogo styl, wskazówki stanowią dla mnie punkt odniesienia…

A podobają mi się oczywiście style różnych tancerzy, tancerek – ale to nie jest to samo.

Małgorzata Wołyńczyk: Andrés Peńa – wspaniały tancerz i pedagog. Uwielbiam go za to, że będąc w grupie na jego zajęciach, gdzie zawsze było ok. 30 osób z różnych zakątków świata, czułam się jakby prowadził ze mną indywidualne zajęcia. Czułam, że każdego dnia sprawdza, czy wypracowałam nowy fragment choreografii i co więcej, że mu na tym zależy. On jest wielkim tancerzem młodego pokolenia, wygrał bardzo ważny konkurs na Biennale Flamenco w Sewilli w 2002 roku. Zrobiło na mnie wrażenie to, że nie patrzy na uczniów jak na dziki tłum, ale potrafi podejść do każdego indywidualnie.

Uwielbiam Mercedez Ruiz, za jej piękny ruch, ale przede wszystkim szanuję ją za jej choreografie, w których żaden krok nie jest przypadkowy, i za to, że ciągle zaskakuje.

*

Czy to jest jedyna rzecz czy jedna z wielu rzeczy, które robisz?

Marta Robles: To jest, oprócz życia rodzinnego, jedyna rzecz jaką robię. Myślę, że flamenco stało się czymś, co mnie definiuje jako osobę. W końcu jestem w to głęboko zaangażowana przez całe moje dorosłe życie. Ponieważ moim życiowym partnerem jest gitarzysta flamenco, to życie rodzinne też jest nim zabarwione. Zobaczymy czy nasze dzieci też będą chciały w tym uczestniczyć, czy nie.

Zajmowanie się flamenco oznacza bardzo różne czynności:

  • ćwiczenie, praca nad repertuarem,
  • występy przed publicznością,
  • prowadzenie zajęć w naszej szkole Triana,
  • administrowanie szkołą,
  • organizacja koncertów, współpraca z artystami z Hiszpanii,
  • wyjazdy szkoleniowe do Sewilli,
  • promowanie flamenco w Polsce (możliwie liczne występy w mediach, pisanie artykułów, wspomaganie studentów, którzy piszą na ten temat prace dyplomowe etc.)

Joanna Strużewska: Nie jest to jedyna rzecz… I chyba nigdy nie chciałabym (niezależnie od tego, co by to miało być) robić w życiu jednej rzeczy… Wydaje mi się, że dzięki robieniu różnych rzeczy uzyskuje się właściwy dystans do siebie, swoich osiągnięć, lepiej widzi się proporcje…

Poza tym człowiek się zmienia – rozwija (to chyba zresztą pożądane) i w związku z tym pewne hierarchie, pasje, fascynacje, autorytety się zmieniają… Trudno jest czasem się w tym odnaleźć, jeśli tkwi się w czymś „jedynym” zbyt głęboko.

Małgorzata Wołyńczyk: Zajmuję się działalnością na rzecz demokracji na Białorusi. Działam w Inicjatywie Wolna Białoruś. Jestem tłumaczem języka ukraińskiego.

*

Pytanie, którego nie zadałam, a na które chciałabyś odpowiedzieć.

Marta Robles: To ja bym chciała zadać pytanie: dlaczego tak mało osób jest zainteresowanych studiowaniem muzyki flamenco? Jest niesamowita liczba chętnych do nauki tańca i wśród nich osoby bardzo zaangażowane i traktujące to bardzo poważnie. Nie ma natomiast zdeterminowanych gitarzystów, perkusistów. Mój mąż Arturo ma kilku uczniów gitary, ale kompletnie nie ma w nich takiego zapału, wytrwałości, gotowości do samodzielnej pracy i do samodoskonalenia, jakie zawsze miał Arturo. Dlaczego tak się dzieje?

Joanna Strużewska: Zależy nam [Joannie Stróżewskiej i Markowi Krajewskiemu – przyp. aut.], żeby w Studio Flamenco udało się połączyć wysoki poziom z pasją i radością z tańca… Żeby osoby, które u nas uczą i osoby, które przychodzą na kursy, robiły to dla siebie, a nie dla spełnienia ambicji… Żeby przez ten taniec nauczyć się przede wszystkim więcej o sobie.

Zapisy na kursy regularne są organizowane dwa razy w roku: we wrześniu i lutym. Lekcje gry na gitarze prowadzone są przez cały rok w trybie indywidualnym. Każdy semestr zakończony jest pokazem – w marcu br. występ uczniów naszej szkoły odbył się w Akademii Muzycznej, a pod koniec czerwca zapraszamy na pokaz połączony fiestą na zakończenie sezonu. Od lipca do września szkoła działa w systemie „warsztatowym” opartym o 5-dniowe kursy intensywne. Trzy razy do roku organizujemy też kursy z nauczycielami z Sewilli – najbliższy kurs w dniach 2-6 lipca poprowadzi Vicky Barrea.

Małgorzata Wołyńczyk: Flamenco nigdy mi się nie znudzi, bo ciągle jest w nim coś do odkrywania. Uczyć się flamenco można całe życie i wciąż będzie góra rzeczy do odkrycia. Tańczę w zespole Familia 2/3 oraz w spektaklu Małgorzaty Matuszewskiej Carmen, którego premiera odbędzie się 12 czerwca 2008. Serdecznie zapraszamy.

*   *   *
  • Marta Dębska (pseudonim art. Marta Robles) – tancerka, choreograf i doświadczona instruktorka tańca. Uczennica najznakomitszych tancerzy flamenco, takich jak: El Torombo, Alicia Marquez, Adela Campallo, Pilar Ortega, Manolo Marin i Andres Marin. Flamenco zajmuje się od 1991 roku. Jako instruktor tańca flamenco pracuje od 1995 roku. Przez lata prowadziła zajęcia w Studio Flamenco przy L. O. im. Cervantesa oraz w Studio Taneczno-Aktorskim przy Szkole Baletowej w Warszawie. Współpracuje z licznymi szkołami flamenco w różnych miastach Polski oraz w Niemczech, prowadząc warsztaty i kursy intensywne.
    Solistka i jedna z założycielek grupy Los Payos. Wśród wielu występów na prestiżowych imprezach w kraju i za granicą, również u boku hiszpańskich mistrzów, za najbardziej cenny uważa solowy występ podczas festiwalu flamenco w Jimena de la Frotera w Andaluzji w 2006 roku (została zaproszona jako jedna z nielicznych tancerek nie-Hiszpanek). W swoim dorobku ma również m. in. tournee po Polsce z grupą Arte Flamenco, gdzie występowała jako solistka obok Andresa Peńi – zdobywcy I nagrody w konkursie młodych talentów podczas Bienal Flamenco w Sewilli.
    Od 2004 roku prowadzi Szkołę Tańca Flamenco Triana, w której uczy się ponad 200 osób (MDK, ul. Łazienkowska 7, Warszawa).
  • Joanna Strużewska – tancerka, choreograf, założycielka najstarszej szkoły flamenco w Warszawie – Studio Flamenco, która regularnie zaprasza artystów z Hiszpanii na warsztaty. W 2006 roku zorganizowała koncert Mi Camino Flamenco (Moja Droga Flamenco), wystawiany w Teatrze Komedia w Warszawie.
  • Małgorzata Wołyńczyk – tancerka, choreograf, nauczycielka w szkołach Studio Flamenco i Nie Tylko Flamenco. Tańcem zajmuje się od 10. roku życia, od 7 lat związana z flamenco. Występuje u boku Małgorzaty Matuszewskiej i Magdaleny Navarette. Kształci się na corocznych dwumiesięcznych kursach u Andresa Penii, Angela Atienza i Manuela Betanzosa (Sewilla).
    Wraz z tatą Michałem (gitarzystą) i siostrą Alicją założyła zespół rodzinny – Familia 3/3. Jest jednocześnie filologiem języka ukraińskiego i dziennikarką.
  • Małgorzata Matuszewska – tancerka, choreografka, założycielka szkoły Nie Tylko Flamenco. Tańcem flamenco zajmuje się od 1990 roku. Uczęszczała na kursy prowadzone przez wielu słynnych tancerzy flamenco, m. in.: Mercedes Ruiz, Carmen Lanzano, Pastora Galvan, Andrés Marín, Antoniete, Alicia Márquez. Brała udział w kursach organizowanych w ramach słynnego festiwalu Arte Flamenco w Mont de Marsan (Francja), uczęszczała na indywidualne zajęcia prowadzone przez tancerzy z zespołu Cristiny Hoyos w Museo de Baile Flamenco w Sevilli.
    W 1998 stworzyła spektakl oparty na poezji F. G. Lorki pt. „Al – Andalus” do muzyki Marka Walawendera, wystawiony w Teatrze Rozmaitości w Warszawie z okazji Festiwalu F. G. Lorki. Autorka spektaklu TTNTF Sólo Compás – Tylko rytm, spektaklu Camille Claudel – Kyōjo zrealizowanego i wystawionego w ramach warszawskiego festiwalu Rozdroże 2002. Obecnie pracuje nad projektem Carmen Concierto i Indialucia.
    Więcej: http://www.ntf.pl/teatr/malgorzata-matuszewska
  1.   Solea – styl uważany za „matkę flamenco”, posiadający kompas (metrum, schemat rytmiczny) liczony do 12, z mieszanym metrum na 6/8 i 3/4, w warstwie dźwiękowej bazujący na skali frygijskiej, w warstwie tekstowej – bardziej zróżnicowany i bogatszy niż inne style.
  2.   Tarantos – odmiana fandango, o bardzo swobodnej formie i o kompasie pochodzącym z zambry, może sprawiać wrażenie powolnego tanga.
  3.   Bulerias – styl o stałym metrum i schemacie rytmicznym, wywodzi się z solea. Posiada wiele odmian, często wykonywana przy akompaniamencie palmas (charakterystyczne klaskanie w dłonie) w „poprzek metrum” (tzw. na „i”).
  4.   Siguiriyas – uroczysty styl z mieszanym metrum łączącym 3/4 i 6/8 (raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa, raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy), wywodzący się najprawdopodobniej od kastylijskiego seguidilla.
Na stronie http://www.flamenco-world.com/magazine/about/que_es_flamenco/indice11112004.htm można dowiedzieć się więcej o historii flamenco, palos (stylach), wykonawcach. Jest też słowniczek i przewodnik po nagraniach.

Komentarze »

Napisz pierwszy komentarz.

Subskrypcja RSS. Adres TrackBack

Odpowiedz

Strona działa na silniku WordPress w wersji polskiej.
Układ/funkcjonalność strony w znacznej mierze oparto na motywie (theme) "Tranquility White" autorstwa Roya Tancka w tłumaczeniu azWeb dla Polskiego supportu WordPress.