Fela Anikulapo-Kuti: pomiędzy muzyką a polityką
Weź odrobinę Boba Marleya, szczyptę Malcolma X i gram Patricka Lumumby, a otrzymasz Fela Kuti’ego, najbardziej kontrowersyjnego afrykańskiego artystę, którego obecność w latach siedemdziesiątych odcisnęła się piętnem na historii muzyki Czarnego Lądu bardziej niż kogokolwiek innego. Ten afrykański James Brown, największy geniusz muzyczny Afryki, jest postacią tak kontrowersyjną, jak i genialną. Dziś label HMV umiejscawia go na 46 miejscu wśród najbardziej wpływowych muzyków, jakich dała nam historia. Zapewne sławę przyniosło mu wykreowanie zupełnie nowego stylu muzycznego, ale równie znanym uczynił go jego nonszalancki, awanturniczy i bezkompromisowy styl życia. Postaram się zatem przybliżyć historię owego sławnego nigeryjskiego gwiazdora.
Fela-Ransome Kuti urodził się w 1938 w Abeokuta, małym miasteczku położonym pięćdziesiąt kilometrów na północ od Lagos. Tam zetknął się z kulturą tradycyjną, dorastając w kolonialnej jeszcze Nigerii lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Fela przeżył młodość w czasach, w których kraj ten zmagał się z uciskiem kolonialnym, marząc jednocześnie o niepodległości. 1 października 1960 roku Nigeria odzyskała niepodległość, rządzący stanęli przed 70 milionowym społeczeństwem, zróżnicowanym kulturowo i religijnie. W latach sześćdziesiątych Nigeria była polem, na którym ścierały się interesy głównych grup społecznych – Hausa, Yoruba i Ibo. Wskutek przepychanek o władzę krajem zatrzęsły dwa krwawe zamachy stanu i wojna domowa, która pochłonęła milion ofiar. Mimo to pierwsze kroki Nigerii jako nowego, wolnego państwa, odznaczyły się też szybkim wzrostem ekonomicznym, spowodowanym masowymi odkryciami złóż ropy naftowej. Nagle rządzący znaleźli się w sytuacji ogromnego dopływu pieniędzy, zwiększonego eksportu ropy, a do kraju dotarła nowoczesna technologia. Sytuacja stała się korupcjogenna, a politycy i pracownicy państwowi rzadko wzbraniali się przed napełnieniem swoich portfeli.
Nigeria jest wyjątkowo złożonym krajem, zarówno pod względem etnicznym, językowym, jak i religijnym. Mieszka tu kilkanaście grup etnicznych, mówiących w kilkudziesięciu językach, z czego najbardziej rozpowszechnione to angielski, hausa, yoruba i ibo. Religijnie kraj podzielony jest na strefę muzułmańską na północy i chrześcijańską na południu. Oprócz tego istnieje wiele lokalnych animistycznych kultów, ale i religii synkretycznych. Ośmiomilionowe dziś Lagos jest miastem leżącym na zachodzie, w samym środku terenu Yorubów, których znakomita większość praktykuje tradycyjny kult zwany Orisha. Religia ta do dziś wywiera duży wpływ na Amerykę środkową, gdzie została zaszczepiona w czasie masowych transportów niewolników. Tam rozprzestrzeniła się i zasymilowała z religią katolicką, a praktykowana jest właściwie na całych Karaibach, w Meksyku, USA i Wenezueli. Wyznawcami Orisha są Yorubowie – populacja 30 milionów Afrykańczyków, z których 20 milionów żyje w Nigerii, a ok. 8 milionów w samym Lagos. Jednym z nich był Fela Kuti.
Fela pochodził ze średnio zamożnej rodziny. Jego ojciec był protestanckim pastorem i nauczycielem oraz założycielem Nigeryjskiego Związku Nauczycieli, natomiast matka Funmilayo-Ransome Kuti aktywistką polityczną, zaangażowaną w sprawy zwalczania wszelkich przejawów kolonializmu. Założyła Nigeryjską Partię Kobiet, pracowała jako wysłannik polityczny w Chinach i była bliska przyjaciółką Kwame Nkrumah, byłego prezydenta Ghany, działacza szerzącego ideę pan-afrykanizmu. Trudno więc sobie wyobrazić, aby kontakt z polityką w dzieciństwie miał się nie odbić na twórczości Feli.
Fela, który zawsze chciał być muzykiem, czerpał inpiracje z różnorakich stylów muzycznych wykonywanych w Nigerii i docierających tam, takich jak jazz, highlife, juju, muzyka marszowa wykonywana przez orkiestry dęte, i inne, które towarzyszyły ludziom w klubach, na przyjęciach, i przy wielu innych okazjach. W 1957 roku Fela wyjechał edukować się muzycznie do Trinity College of Music w Londynie, ale tam zamiast uczestniczyć w zajęciach wolał udzielać się w lokalnej, wielonarodowej społeczności muzyków. Pobyt ten pozwolił Feli rozwinąć umiejętność gry na saksofonie i ustalić preferencje muzyczne. W 1962 roku urodził się jego pierwszy syn, Femi, który jest do dziś kontynuatorem stylu muzycznego ojca. Po powrocie do Lagos Fela został zatrudniony w Nigerian Broadcasting Corporation (NBC). Media publiczne w dużym stopniu stały na straży ideałów i wartości ogółu społeczeństwa, zatem innowacje często nie były tam tolerowane. Nowe podejście, jakie zaproponował Fela, aby puszczać w radio niepopularną i nowoczesną muzykę, spotkało się ze sprzeciwem kierownictwa. Jego praca w radiu skończyła się w 1968 roku. Jednym z powodów, dla których jego muzyka miała nie nadawać się do radia było to, że Fela w zasadzie nie chciał grać highlife’u, a w tym czasie to właśnie był najbardziej popularny rodzaj muzyki w Afryce Zachodniej. Zresztą ani highlife, ani zachodnia muzyka pop nie interesowały go. Highlife, jak twierdził, nie miał w sobie nic z muzyki afrykańskiej, a kiedy zastanawiał się nad jego pochodzeniem stwierdzał, że „jest to zbiór hałaśliwych dźwięków, podczas słuchania których biały człowiek pijący piwo ma wrażenie, że jego życie jest jak high life”. Fela sam na początku żył z grania highlife’u, ale wkrótce zdał sobie sprawę z jego płytkiego wyrazu. Generalnie był pod największym wpływem jazzu, w szczególności Miles’a Davis’a. Zawsze chciał grać nie tylko afrykańską muzykę, ale również zgłębiać afrykańskie korzenie jazzu.
Jeszcze podczas pobytu w Londynie Fela założył zespół Koola Lobitos, który grał muzykę w stylu highlife-jazz, czyli fuzji popularnej muzyki Afryki Zachodniej, jazzu, brzmień latynoskich z towarzyszeniem sekcji dętej. Muzyki tej nie można było zakwalifikować ani do ściśle taneczno-rozrywkowego nurtu, ani też do muzyki tradycyjnej. W latach sześćdziesiątych koncerty Feli nie były więc popularnymi wydarzeniami w mieście, przyciągały jedynie stałą grupę wiernych fanów.
Fela uczestniczył czynnie w życiu klubowym miasta, z różnym skutkiem, ale przepychanki z managerami i właścicielami klubów trwały aż do 1969 roku i przynosiły mizerne rezultaty. W 1969 roku zespół znalazł sponsora, który umożliwił zorganizowanie trasy koncertowej do Stanów Zjednoczonych. Wyjazd się przedłużył i Fela został w Ameryce dziewięć miesięcy. Ten okres był bardzo ważnym bodźcem dla 31-letniego artysty, w szczególności miał wpływ na ukształtowanie jego tekstów. Fela był w USA w czasie, kiedy panowała tam tzw. „Czarna Rewolucja”, ruch walki z niesprawiedliwością i uciskiem czarnoskórych. Poznał tam m. in. Sandrę Smith, młodą czarnoskórą aktywistkę, członkinię ruchu Czarnych Panter, która została jego kochanką i stała się kimś w rodzaju mentora politycznego Feli. Podczas pobytu poznał też wielu ludzi, którzy wracali do swoich afrykańskich korzeni, kultury i historii. W szczególności autobiografia Malcolma X spowodowała, że Fela zaczął na dobre poszukiwać swej przeszłości i zgłębiać swoją tożsamość. Jak powiedział: „Cała ta atmosfera Czarnej Rewolucji zmieniła mnie, moją świadomość, moje myślenie i pojmowanie niektórych kwestii. Byłem wykształcony”. Zainspirowany twórczością Ambrose Campbell’a, afrykańskiego twórcy, który wyemigrował do Ameryki, zaczął komponować muzykę opartą na murzyńskich tradycyjnych śpiewach, podpartą skomplikowanymi, ale tanecznymi rytmami. Swój nowy styl nazwał Afrobeat.
Kiedy Fela wrócił do Lagos w 1970 roku uważał się za misjonarza, który niesie dobrą nowinę do swego kraju. Nazwę zespołu zmienił na Afrika 70, a jego teksty zaczęły zdecydowanie poruszać tematy polityczne, w przeciwieństwie do tekstów wielu ówczesnych popularnych wykonawców, śpiewających głównie o sprawach błahych, dowcipnych lub dotyczących miłości. Jego poezja niosła bezkompromisowe społeczne przesłanie, tak jak w Buy Africa, Chop and Quench, czy Black Man’s Cry. Fela pisał swoje teksty w języku Yoruba i pidgin english. Był prawdopodobnie jedynym z wielkich afrykańskich artystów, którzy zawsze umieszczali swoje teksty na wkładkach do płyt. Wpływ tych nagrań na pokolonialną, pogrążoną w korupcji, niespokojną społecznie Nigerię dał się zauważyć od razu. Nareszcie społeczeństwo miejskie, jak i progresywni intelektualiści czy rzesze studentów doczekali się kogoś, kto nie bał się publicznie mówić o ich dążeniach i marzeniach. Fela stał się w końcu głosicielem niepokojów społeczeństwa, światłem w ciemności ujawniającym tematy, których inni bali się dotykać. Podczas gdy tradycyjni artyści mówili o korupcji, rządzie lub politykach w formie satyrycznej, Fela zwykle odsłaniał fakty takie, jakimi były w rzeczywistości, stawiał twarde oskarżenia i ciągle wzywał do walki. Przykładowo w Confusion (Confusion, EMI, 1975) opisuje pokolonialną ekonomiczną spuściznę potocznym językiem:
them be three men wey sell for roadside o
them be three men wey speak different language o
them speak Lagos, Accra, and Conakry
one white man come pay them money o
he pay them for pound, dollars and French money
for the thing wey he go buy from them
he remain for them to share am o
me I say na confusion be that o
We wcześniejszych kompozycjach używa też nierzadko języka potocznego, np. w Trouble Sleep, Yanga Go Wake Am (Rosoroso Fight, EMI, 1972):
When trouble sleep, yanga go wake am
wetin him de find? Palaver him de find
palaver him go get o, palava him go get
when cat sleep, rat go bite him tail
Mr. Tenteant lost him job
him sit down for house
him think of chop [food]
Mr. Landlord come wake him up
Mr., pay me your rent
wetin he de find? Palaver him de find…
Typowym przykładem szyderstwa z elity rządzącej była piosenka Gentleman (Gentleman, EMI, 1973), w której wyśmiewa tych wszystkich, którzy w afryce ubierają się w europejskim stylu:
Him put him socks him put him shoes, him put him pants him put him singlet,
him put him trouser him put him shirt, him put him tie, him put him coat,
him cover over all with him hat; him go sweat all over,
him go faint right down, him go smell like shit.
Jego liryki zachowują osobisty charakter, podobnie jak u wielu afrykańskich artystów (Ebenezer Obey, King Sunny Ade), ale w przeciwieństwie do nich, Fela raczej unika pieśni o treści pochwalnej.
Afrobeat łączył w sobie soulowo-funkowe rytmy w stylu Jamesa Browna z afrykańskimi rytmami ludowymi oraz elementy jazzowej harmonii, prowadzone przez deklamacyjny rytmiczny śpiew. Wpływ jazzu można dostrzec również w pracy solistycznej i zespołowej grupy instrumentów dętych. Transowe, pulsujące rytmy gitary i gitary basowej zaczerpnięte ze stylistyki Jamesa Browna, były paradoksalnie zafrykanizowanymi na powrót strukturami zaczerpniętymi z R&B, z powrotem wciśniętymi i zaadaptowanymi do afrykańskich warunków. Afrika 70 szybko rozrosła się do dużego zespołu, zawierającego sekcję dętą, chórek wokalistek, kilku perkusistów i perkusjonalistów, kilku gitarzystów, basistę oraz samego Felę, który grał na saksofonie i instrumencie klawiszowym. Każda kompozycja opierała się na skomplikowanym, ale powtarzalnym rytmie sekcji rytmicznej, z towarzyszeniem wokalu Feli, często z rozbudowanymi solówkami lub długimi, cyklicznymi fragmentami sekcji dętej. Wszystkie jego utwory były bardzo rozbudowane, w szczególności podczas koncertów i zwykle trwały od kilkunastu do kilkudziesięciu minut.
Fela zaraz po powrocie z Ameryki, otworzył w Lagos klub w dzielnicy rozrywki o nazwie Surulele, i nazwał go The Shrine. Nazwa ta miała oznaczać coś więcej niż zwykły klub, miało to być miejsce wspólnej celebracji i kultu, świątynia krzewiąca idee pan-afrykanizmu. Mimo że niektórzy przychodzili tam tylko po to, aby posłuchać muzyki i zapalić skręta, to zdarzali się również tacy, którzy gotowi byli uczestniczyć w wizji Feli, wizji budowania nowoczesnego, zjednoczonego, bezklasowego, multigeneracyjnego afrykańskiego społeczeństwa. To właśnie tam miała miejsce większość jego koncertów. Odbywały się one na scenie pod gołym niebem, rozpoczynały się o 21.00 i, jak w przypadku wielu afrykańskich zespołów, trwać mogły kilka godzin. Nie istniała tam instytucja konferansjera, ani nikogo, kto miałby zapowiedzieć wykonawców – po prostu zespół zaczynał grać. Perkusiści i perkusjonaliści podawali balansujący afrobeatowy rytm, podkreślony głębokimi, tętniącymi figurami basu. Gitarzyści grali cięte figury rytmiczne i krótkie jednotaktowe, zapętlające się melodie. Sekcja dęta zwykle naśladowała solistę, po którym często powtarzała pewne z góry ustalone struktury rytmiczne. Fela, często odziany tylko w spodnie, oprócz śpiewania zwykł improwizować na sopranowym, altowym lub tenorowym saksofonie, czasem również na elektrycznym pianinie. Perkusista Tony Allen był praktycznie jedyną osobą w zespole, która mogła sobie pozwolić na ciągłą improwizację. Był to taki jej rodzaj, który polegał na podkreślaniu zachowań Feli na scenie. Fela zachowywał się różnie, potrafił nonszalancko przechadzać się w milczeniu, wygłaszać kazanie, prowadzić monolog, żartować z publicznością na temat wydarzeń dnia lub po prostu robić cokolwiek innego, co mu właśnie przyszło do głowy. Gdy rozpoczynał śpiew chórek kobiet odpowiadał mu niczym echo, natomiast podczas odcinków instrumentalnych dziewczęta tańczyły. Fela tańczył na scenie prawie cały czas, czasem podkreślał szczególnie ważne wersy tekstu nagłymi, spontanicznymi ruchami ciała. Teksty Feli oscylowały głównie w okolicach korupcji, władzy pieniądza, mentalności kolonialistów, miejskiego chaosu i brutalności policji. Nie było rzeczą niezwykłą, gdy koncert zostawał przerwany na rzecz modlitwy do duchów przodków – świadczyło to o przywiązaniu Feli do tradycyjnej religii Yorubów. Fela przymilał się, nawoływał, żartował i nawet drwił ze swojej publiki, a ona i tak słuchała każdego jego słowa. Feli udało się zgromadzić w klubie małą społeczność, która wpisywała się w jego koncepcje nowego, wyzwolonego afrykańskiego społeczeństwa.
Z czasem wspólnota żyjąca w otoczeniu Africa 70 i The Shrine proklamowała wokół posiadłości Feli strefę wyzwoloną w środku nigeryjskiego państwa. Swoją posiadłość i ludzi żyjących w komunie ochrzcił mianem Republiki Kalakuta, a wśród nich, oprócz jego żony, dzieci i muzyków, byli też didżeje, artyści, ludzie zajmujący się sprzętem scenicznym – wielu z nich było młodymi uciekinierami z domu lub ze szkoły. Kalakuta oferowała azyl wyrzutkom społecznym – niektórzy dostawali tam jakąś płatną pracę do wykonania, a z czasem asymilowali się z komuną i zostawali tam na stałe. Życie Feli było generalnie niezbyt skomplikowanym procesem: zwykle jego dzień składał się ze spania, jedzenia, prób z zespołem, palenia marihuany i rozkoszy cielesnych. Nigeryjską prasę obiegały fotografie Feli stojącego pół nago ze swoim saksofonem w ogrodzie, nagich kobiet leżących nieopodal, czy zuchwałych nastolatków wypuszczających kłęby dymu z płuc. Znany był też Fela ze swojej rozwiązłości seksualnej i związków poligamicznych. Peter Culshaw, brytyjski dziennikarz muzyczny przytacza jeden z wywiadów z artystą: „Seks jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, człowieku. To chrześcijanie i muzułmanie uczynili seks niemoralnym. Ludzie powinni być dumni, mówiąc: »Miałem wczoraj fantastyczną noc!«. Gdyby ktoś dowiedział się o tym, że minister Wielkiej Brytanii ma romans, straciłby on pracę. Jeśli minister w Afryce pójdzie do łóżka z czterystoma kobietami, nikt tego nawet nie zauważy”. Trudno jest przeceniać wpływ tak bezpruderyjnego i luźnego zachowania wobec tak ściśle przestrzegającego zasad i zwyczajów ludu Nigerii. Rząd powstanie komuny wokół Feli i proklamowanie Republiki Kalakuty odebrał jako policzek, jako pierwszy krok w stronę zburzenia porządku i pogrążenia już dotkniętego wojną domową państwa w anarchii i bałaganie.
Pierwszy zatarg Feli z policją miał miejsce w 1974 roku. 30 kwietnia został aresztowany za posiadanie marihuany. Do tego czasu Fela zdołał zyskać sobie już międzynarodową reputację, a jego teksty były opatrzone ostrymi aluzjami do polityków. Był to dla nich powód, dla którego aresztowano go zaraz przed wyjazdem na trasę do Kamerunu. Jednak Feli udało się zatrzeć dowody, zjadając na oczach policjantów jedynego skręta, którego miał przy sobie. Szczęśliwie, został oczyszczony z zarzutów, ale władze nigdy nie zapomniały tego upokorzenia. Mimo że Fela tak silnie stał na straży tradycyjnego stylu życia, w rzeczywistości szydził z panujących wokół przyjętych norm i praw. To spowodowało, że coraz częściej powtarzały się incydenty ze stróżami prawa, lecz szerokie wpływy polityczne jego matki pozwalały mu cały czas uniknąć więzienia. Apogeum tego typu sytuacji stało się bezprecedensowe wydarzenie z 1977 roku, kiedy to jeden z członków wspólnoty starł się z mundurowymi i uciekł do Kalakuta. Rozpoczęto prawdziwą zbrojną akcję, do której zaangażowano prawie tysiąc żołnierzy. Posiadłość otoczono, żądając od Feli, aby wypuścił chłopaka. Gdy ten odmówił, wojsko wtargnęło do jego domu. Fela i jego wielka rodzina zostali dotkliwie pobici, wiele z jego żon zgwałcono. Cały sprzęt muzyczny i nagrania zostały zniszczone, finalnie podpalono całą posiadłość, a Fela został wtrącony do aresztu. W trakcie zamieszania jego matkę wyrzucono przez okno, co wkrótce stało się przyczyną jej śmierci. Gdy zmarła, Fela zabrał jej ciało do kwatery głowy państwa Oluseguna Obasanjo. Procesja została uwieczniona na okładce Coffin for Head of State (Kalakuta, 1981), albumu który oczerniał Obasanjo.
Wkrótce po tragedii w Kalakuta, rząd wycofał oskarżenia przeciwko Feli i wypuszczono go na wolność. Zaraz potem wyjechał z własnej woli do Ghany. Od tego czasu jego muzyka stała się jawną krytyką polityki państwa i określonych osób. Na okładkach płyt widniały krytykujące nagłówki i artykuły z gazet albo jaskrawe fotografie obrazujące brutalność rządu. W tym okresie zdecydowanie widoczne stały się jego aspiracje polityczne, które uwidocznił choćby w tytule płyty Black President (Capitol, 1981).
Wydaje się, że Fela z czasem upewniał się w tym, że muzyka powinna być stosowana do celów politycznych. W filmie dokumentalnym Music is a Weapon Fela mówi: „Jeśli jesteś w Anglii, śpiewasz o uciechach. Śpiewasz o miłości lub o tym, z kim zaraz pójdziesz do łóżka. Ale moje społeczeństwo jest niedorozwinięte z powodu obcego systemu narzuconego moim ludziom. A więc nie można tam grać muzyki dla uciechy ani miłości, skoro istnieje taka walka o to, żeby przeżyć kolejny dzień. A więc moja idea dotycząca całego środowiska wokół mnie musi być zawarta w mojej muzyce. A więc sztuka jest tym, co dzieje się w określonym punkcie rozwoju ludzi, albo niedorozwoju. Muzyka musi popychać ludzi do wypełnienia swoich obowiązków jako obywateli i zmusić ich do działania”. Fela marzył o tym, żeby zostać głową państwa. W 1978 roku stworzył partię polityczną Movement For The People, z ramienia której rok później zamierzał wystartować w wyborach prezydenckich, ale jego kandydatura została odrzucona. W kwestii swojej ewentualnej przyszłej prezydentury wyraził się następująco: „To będzie kulturalna i duchowa rewolucja. Każdy z osobna będzie się czuł jak prezydent. Nic nie stanie na przeszkodzie temu, aby ludzie mogli otrzymać to, co im się należy”.
Niestety Fela nie miał żadnych konkretnych pomysłów na to jak wyciągnąć Nigerię z biedy, chaosu, niepokoju i pogłębiających się różnic społecznych. Mimo natury rebelianta i wiecznej walki z autorytarnym rządem, on sam, jako lider Afrika 70, miał skłonności do zachowywania się jak dyktator. Członkowie komuny byli karani grzywnami i psychicznymi karami za wykroczenia. Próby z zespołem prowadził z bezlitosną dyscypliną. Był jak prawdziwy wódz, do niego należało znajdowanie odpowiedzi na wszelkie pytania, rozwiązywanie problemów, niejasności i dysput. Można by się zastanawiać jakiego rodzaju rząd miałby uformować i jakiego rodzaju rządy sprawować. W zasadzie jego głównymi priorytetami były: dążenie do odkrycia przez wszystkich mieszkańców Czarnego Lądu wspólnej tożsamości, poprzez przywrócenie rdzennych religii (nieraz wypowiadał się w złym świetle o katolikach i muzułmanach), powrót do tradycyjnego stylu życia, ludowych sposobów leczenia oraz odcięcie Afryki od złego wpływu kolonialistów. „Chrześcijaństwo i islam to sztuczne religie. Powód, dla którego islam i chrześcijaństwo szerzą się w Afryce jest jeden: aby wyzyskiwać ludzi. Wszyscy chrześcijanie myślą jak biali – Europejczycy, Anglicy, Amerykanie, a wszyscy muzułmanie myślą jak Arabowie. A w Afryce są po to, żeby oderwać Afrykańczyków od ich korzeni. Ale Afrykanie muszą wiedzieć, że mają swoje korzenie. I ktoś musi ich tego nauczyć. Myślę, że ja mogę ich tego nauczyć.” Marzył też o tym, aby Afryka mogła być samowystarczalna ekonomicznie i gospodarczo. Z drugiej strony, dzięki Zachodowi i dzięki technologii mógł tworzyć muzykę i ją produkować, poza tym wiele inspiracji i ważnych doświadczeń życiowych płynęło właśnie stamtąd. Jak połączyć tradycję z nowoczesnością, jak zaspokoić potrzebę produkcji pewnych dóbr bez udziału Zachodu, na to również nie miał rady.
Ataki na Kalakuta poważnie wykończyły Felę psychicznie i fizycznie. Po dwóch latach został wydalony z Ghany za zakłócanie spokoju publicznego. Po powrocie do Lagos otworzył na przedmieściach nowy klub pod starą nazwą. W dniu otwarcia poślubił 27 kobiet, wchodzących w skład Afrika 70, z którymi zresztą rozwiódł się po kilku latach, podsumowując: „Nie wierzę już w instytucję małżeństwa. Małżeństwo jest złe, bo hamuje rozwój ludzkiego umysłu. […] Dlaczego ludzie się pobierają? Żeby być razem? Żeby mieć dzieci? Ludzie się pobierają dlatego, że są zazdrośni. Ludzie się pobierają, ponieważ rządzi nimi chęć posiadania. Ludzie się pobierają, ponieważ są samolubni. Wszystko to spowodowane jest tym, ze ludzie chcą kontrolować ciała innych. Myślę, że każdy powinien trenować swoją emocjonalność do tego stopnia, aby kompletnie wykorzenić uczucie zazdrości”. Fela po powrocie do ojczyzny powoli odzyskiwał siły, a jego występy zaczęły świecić dawnym blaskiem.
Twórczość Feli po 1979 brzmi bardziej ponuro. Do tej pory harmonia większości jego utworów opierała się na akordach molowych, od tej pory widać na tej płaszczyźnie wyraźną zmianę w kierunku modalności. Z zespołu odszedł Tony Allen- perkusista, który był drugą najważniejszą osobą w Afrika 70. Nagrania z tego okresu, tj. Coffin for Head of State, Power Show, Preambulator czy Cross Examination prezentują ujarzmiony, melancholijny w wyrazie sarkazm, w przeciwieństwie do agresywnej i prześmiewczej retoryki z lat 70. Mimo to humor pozostał znakiem rozpoznawczym Feli, tak jak np. w Preambulator, który jest satyrą na bezcelowo działających biurokratów. Występy nowej grupy Egypt 80 w Europie na początku lat 80. wzbudziły wielkie kontrowersje z powodu niekonwencjonalnej formy i szerokich nawiązań przywołujących kontekst religijny. Koncerty obfitowały w rytualne zachowania przed ołtarzem z obrazem Malcolma X i matki Feli oraz totemami różnych bóstw. Profesor Hindu, szaman z Ghany, stał się regularnym członkiem występów i przewodnikiem duchowym Feli. Profesor rzekomo uciekał się nawet do obcinania kończyn ludzkich w celu zademonstrowania swoich uzdrawiających zdolności. Duża część europejskiej publiki zdawała się być zawiedziona, w szczególności ci, którzy nie słyszeli wcześniejszej twórczości Afrika 70. Prawdopodobnie spodziewali się oni rozrywki w zachodnim znaczeniu tego słowa. Ale Fela nie był nastawiony na „show”. Jego europejskie koncerty miały zaprezentować te elementy, które zdawały się mu najważniejsze, czyli spirytualistyczne inspiracje płynące od Profesora Hindu, jego własne kaznodziejstwo i oczywiście nową muzykę. Publika stała się odbiorcą wiary, gniewu i cierpienia Feli.
4 września 1984 roku, Fela wyruszał właśnie na pierwszą od piętnastu lat trasę do Stanów, gdy został zatrzymany na lotnisku pod pozorem wywozu obcej waluty. Znaleziono przy nim 1600 funtów, które rzekomo zadeklarował wcześniej. Dziwnym trafem dokument potwierdzający zginął, a Feli postawiono zarzuty i zamknięto go w areszcie. Po dwóch dniach wyszedł na wolność i zwołał konferencję prasową, którą rozpędziła policja i Fela znowu wylądował w więzieniu. Tym razem na dobre. Po dwóch tygodniach doczekał się procesu, w którym skazano go na 5 lat pozbawienia wolności. Tam przesiedział prawie ponad rok, aż do zamachu stanu, kiedy to obalono rządy wojskowe. Gdy powrócił na scenę okazało się, że jest w dalszym ciągu najpopularniejszym artystą uprawiającym Afrobeat. Zresztą, kontynuatorami Feli byli jedynie Sonny Okosun, nigeryjski muzyk i Tony Allen, były perkusista Feli. żaden z jego naśladowców nie odważył się jednak tak głośno mówić o polityce ani ni był wystarczająco charyzmatyczny.
Koniec lat osiemdziesiątych obfitował w kolejne trasy koncertowe z Egypt 80, a jego aktywność polityczna nadal nie spadała. W 1989 roku wydał płytę Beats of No Nation, na której okładce widniały twarze prezydenta Ronalda Reagana, premier Margaret Thatcher i premiera RPA P. W. Botha z zębami ociekającymi krwią. W swoich piosenkach Fela poszedł o wiele dalej niż, jak się o nich przyjęło mówić „protest singerzy”, tacy jak Bob Dylan, James Brown czy Bob Marley. Teksty Feli wyrażają sprzeciw nie tylko przeciwko rozmaitym oznakom niesprawiedliwości, ale ostro atakują określone osoby i instytucje państwowe. Bohaterem jednego z jego tekstów stało się nawet przedsiębiorstwo International Telephones and Telecommunications w utworze International Thief Thief (ITT). Ostatnie płyty pochodzą z początku lat dziewięćdziesiątych. W 1997 zmarł wskutek komplikacji związanych z AIDS. Pochowany został w Lagos, w jego pogrzebie uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Z pewnością Fela Kuti był rebeliantem, spirytualistą, rewolucjonistą, krzewicielem pan-afrykanizmu, palaczem marihuany i poligamistą. Ale na pewno był też muzykiem, liderem zespołu, wokalistą, producentem i tekściarzem. Pomijając kwestie polityczne w jego muzyce, wpisał się na stałe w historię jako wynalazca Afrobeat’u. I to chyba właśnie zasługi na polu muzycznym przyniosły mu większy rozgłos na arenie międzynarodowej niż działalność polityczna. Z pewnością zainspirował Jamesa Browna, kiedy ten był w trasie w Afryce. „»Kiedy James Brown koncertował w Nigerii w 1970 – mówi basista Bootsy Collins – Fela miał klub w Lagos. Kiedy do niego przyszliśmy zostaliśmy przywitani jak królowie. Powiedzieliśmy im, że są najlepszym funkowym zespołem na świecie. Ten band zwalił nas z nóg. To była jedna z tych wycieczek, których nie zamieniłbym na nic innego«. Tony Allen, perkusista Feli i kluczowy architekt afrobeat’u, twierdził, że James Brown wysłał swojego aranżera, Davida Mathewsa, żeby go sprawdził. »Obserwował ruchy moich nóg i rąk podczas gdy grałem i po chwili zaczął coś zapisywać«. Zaczerpnęli wiele rzeczy od Feli, gdy przyjechali do Nigerii. To tak jakby inspirowali się wzajemnie. Na Felę wpływ miała Ameryka, a na Jamesa Browna Afryka. Wpływ Feli widoczny był zresztą w różnych rejonach świata. Gilberto Gil, obecny Minister Kultury Brazylii, mówi, że spotkanie z Felą zmieniło jego życie. Brian Eno stwierdził, że posiada więcej albumów Feli niż jakiegokolwiek innego artysty i że swego czasu słuchał go w kółko i bez końca. Zresztą, jak powiedział, jedną z rzeczy, których żałuje w życiu, jest to, że nie udało mu się wyprodukować nic z udziałem Feli. Viv Albertine, gitarzysta brytyjskiej punk rockowej grupy The Slits, powiedział, że nie rozumie, dlaczego Fela nie stał się jedną z największych gwiazd na świecie”.
Fela znany był też ze swojej bezkompromisowości. Kiedy w latach osiemdziesiątych wytwórnia Motown zaproponowała mu utworzenie pod-wytwórni wydającej muzykę afrykańską, managerowie zaproponowali mu kontrakt opiewający na milion dolarów. Po krótkiej konsultacji z Profesorem Hindu Fela stwierdził, że duchy mówią, że jeszcze nie jest na to gotowy. Znany również był swego czasu zatarg Feli z Paulem McCartney’em. McCartney znalazł się w Lagos w sierpniu 1972. Jak mówił, „Największą atrakcją Lagos była możliwość odwiedzenia Fela Kuti’ego i najlepszego zespołu jaki widziałem kiedykolwiek na żywo”. Wstrząśnięty tym przeżyciem, McCartney pomyślał sobie o zorganizowaniu nagrania z którymś z muzyków współpracujących z niezwykłym, 33-letnim awanturnikiem. Gdy Fela dowiedział się o planie ex-beatlesa, obrzucił go obelgami ze sceny i oskarżył o kradzież „muzyki czarnych ludzi”. McCartney próbował jeszcze przekonać Felę, żeby zdecydował się na tę współpracę, jednak ten twardo odmawiał. Ten incydent spowodował wielki szum w Lagos i pokazał nieugiętość Feli, ciągłe szukanie kontrowersji i jego przykrą umiejętność rzucania sobie samemu kłód pod nogi.
Fela doczekał się wielu kontynuatorów. Naturalnym spadkobiercą stylu ojca stał się Femi Kuti, który jeszcze w latach osiemdziesiątych zastępował ojca na koncertach w Stanach, gdy ten został zatrzymany w Lagos. Do dziś uczestniczy czynnie w życiu muzycznym i nagrywa płyty w duchu walki z niesprawiedliwością. Jego muzyka różni się od twórczości Feli brakiem odniesień do religii. Afrobeat i pamięć o Feli jest wciąż żywa, corocznie w Lagos, w miejscu nowego Shrine, odbywa się festiwal Felabration. Sercem muzyki afrobeat jest dzisiaj Nowy Jork. Działają tam grupy takie jak Akoya, Amayo, Antibalas Afrobeat Orchestra, Wonderland Orchestra, The Budos Band i wiele innych.
Muzyka Feli dokonała czegoś, co nie udało się żadnym politykom. Zjednoczyła Nigeryjczyków. Słuchają jej wszystkie trzy główne grupy etniczne Nigerii: Hausa, Ibo i Joruba. Mimo, iż upłynęło 10 lat od śmierci Feli, a jego teksty są jeszcze starsze, nie zmienia to faktu, że nie przestały być aktualne. W Nigerii, o której śpiewał, niewiele się zmieniło. Jednak jego muzyka niesie niesamowite przesłanie i dlatego stanowi tak silną broń w obronie wolności. Afrobeat jest nadal żywy. A muzyka Feli żyje na pięćdziesięciu wydanych przez niego albumach.
Bibliografia
- Babcock Jay, Fela: King of the Invisible Art, w: „Mean Magazine”, Oct/Nov 1999 [online, dostęp 13.05.2008],
- Culshaw Peter: The Big Fela, w: „The Observer”, 15.08.2005 [online, dostęp 13.05.2008],
- Fela Kuti w: African Music Encyclopedia [online, dostęp 13.05.2008],
- Fox Robert, Felabration, w: Afrofunk Music Forum,04.10.2006 [online, dostęp 13.05.2008],
- Grass Randall F., Fela Anikulapo-Kuti: The Art of an Afrobeat Rebel, w: „The Drama Review: TDR”, Vol. 30, Nr 1, (Spring 1986), s. 131-148, wyd. The Mit Press,
- Hummers Henk: The Pre-Conviction Interview, w: „OOR Magazine”, 26.01.1985 [online, dostęp 13.05.2008],
- Labinjoh Justin, Fela Anikulapo-Kuti: Protest Music and Social Processe in Nigeria, w: „Journal of Black Studies”, Vol. 13, nr 1. Communication and Change in Sub-Saharan Africa (Sep., 1982), s. 119-134,
- Music is The Weapon [film], reż. Stéphane Tschalgadjieff, Jean-Jacques Flori, K. I.C. S. Ministére de la Culture, 1982.

A który z tych 50 albumów jest najlepszy? Pod katem Polaka-Europejczyka? Chodzi o czystą muze, nie o teksty,które i tak pewnie trudno zrozumiec znając ang na srednim poziomie.
asiulek — 12.08.2009 @ 22:20