Wolność wykonawcza, muzyka dawna a problemy artystycznej egzystencji

Myślą przewodnią pierwszego numeru naszego pisma jest pytanie: na ile muzyka może być wolna? Czy też może – na ile wolny pozostaje sam artysta (wykonawca) w kontekście tego, co prezentuje? A jak to się ma do wykonawstwa muzyki dawnej?

Piotr Łuniewski

Jako że muzyka dawna (czy też pozostające z nią w mniej lub bardziej ścisłym związku muzyczne klimaty około-folkowe) stanowi od jakiegoś czasu przedmiot rosnącego zainteresowania, regularnie pojawiają się dyskusje, czasem przybierające burzliwą postać, w których jednym z zasadniczych tematów jest stosunek wykonawcy do prezentowanej przez siebie muzyki.

Jedni z dyskutantów podnoszą wagę jak najwierniejszego odtwórstwa historycznego, w skrajnych przypadkach negując wszelkie odstępstwa od tej zasady; inni patrzą przychylniejszym okiem na bardziej swobodne wykonania, akcentując artystyczną swobodę wykonawcy. Umownie nazwijmy te grupy ortodoksyjną i nieortodoksyjną. Które z tych dwu spojrzeń jest bardziej zasadne, słuszne? Wydaje się, że dużo zależy tu od tego, jaką rolę wyznacza sobie sam wykonawca, czym dla niego samego jest muzyka dawna… Najpierw jednak przyjrzyjmy się czemu innemu.

*

Jakie argumenty mają obydwie strony dyskusji w obronie swych racji? Bez wątpienia dla jednych i dla drugich muzyka dawna jest pasją, budzi ich zainteresowanie. Na czym polega różnica? Marzeniem zwolenników ortodoksji wykonawczej jest przywrócenie muzyki dawnej w postaci, w jakiej była ona grana przed laty. Częściowo chcą oni tego dla zaspokojenia własnego pragnienia jej jak najgłębszego poznania, częściowo pragną odtwarzać ją dla słuchaczy na zasadzie, na jakiej dokonuje się rekonstrukcji jakiejś starej budowli która uległa zniszczeniu, zapomnieniu lub ostały sie tylko jej resztki. Chodzi więc o przywracanie do życia utraconego piękna, aby ono nadal trwało i aby miały możliwość cieszyć się nim kolejne pokolenia.

Z kolei dla wykonawców nieortodoksyjnych powyższy czynnik nie jest rzeczą determinującą. Oni również pragną grać dobrą muzykę i chcą, aby cieszyli się nią słuchacze, ale w ich przypadku muzyka dawna stanowi inspirację dla ich własnych muzycznych pomysłów. To tak, jak budowanie całkiem nowej budowli, dla której twórcy architektura poprzednich epok stanowi wzór wzbogacający jego własną wyobraźnię, ale nie ścisły kanon.

I jedno, i drugie podejście, o ile tylko jest solidne, pełne pasji i szczere, na pewno przyczynia się do ubogacania naszego życia i dostarcza nam pozytywnych artystycznych wrażeń; jest więc wartościowe i pożądane. Wydaje się też, że obie grupy wykonawcze powinny w miarę zgodnie obok siebie funkcjonować, tym bardziej, że mogą być dla siebie użyteczne. Praktyka uczy, że tak nie zawsze jest.

Ze strony ortodoksów pojawiają się zarzuty, że zbyt luźne podejście do tematu wypacza sens wykonywania muzyki dawnej i zafałszowuje jej obraz w oczach (a raczej uszach) słuchaczy. Czy problemem jest więc tutaj nadmierna wolność interpretacyjna nieortodoksów? Ja myślę, że niewielkim. Chodzi moim zdaniem o coś innego. Spotkałem się nie raz z zarzutem, iż w sklepach muzycznych sprzedawane są płyty w kategorii „muzyka dawna”, które mają z muzyką dawną niewiele wspólnego; że na przykład na współczesnych imprezach plenerowych na średniowiecznych zamkach pod szyldem „muzyka dawna” występują zespoły, które muzyki dawnej nie grają, choć tak są reklamowane lub same się reklamują.

Z czego to się bierze?

*

Wspominałem o potrzebie pasji, szczerości i solidności. Załóżmy, że wykonawca jest pełen pasji. Brak pasji dyskwalifikowałby go już w przedbiegach jako potencjalnego wykonawcę (pozbawiony pasji może być chałturnik, czego mam nadzieję będziecie się czytelniku i czytelniczko wystrzegali, jak niekontrolowanego ognia – bowiem w takim wypadku nawet „historyczność” nie pomoże). Mimo to, nie gra on muzyki dawnej w ścisłym tego słowa znaczeniu, lecz jedynie się nią inspiruje. Jednak na jego koncert ludzie przychodzą jako na koncert muzyki dawnej, gdyż tak został zareklamowany. Jeśli twórca jest solidny, a więc również posiada odpowiedni zasób wiedzy – doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że muzyka dawna to w jego przypadku wyłącznie inspiracja. Jeśli jest szczery, nie powie, że gra muzykę dawną, tylko że się nią inspiruje. Więc skoro jest zareklamowany jako „muzyk dawny” – to znaczy, że być może jest ignorantem: nie zdobywa i nie pogłębia wiedzy, ale coś tam usłyszał, coś tam przeczytał, jego wiedza jest więc powierzchowna, niepełna i sam jest przekonany o tym, że gra muzykę dawną. Mam nadzieję, że jeśli wybierzecie profesję muzyka, nie podążycie, Czytelniczko i Czytelniku, tą drogą.

Może więc nasz wykonawca jest nieszczery? Ma wystarczającą wiedzę, ale z premedytacją twierdzi, że robi co innego, niż w rzeczywistości? To trudniejszy problem, tym bardziej, kiedy stoją za tym pieniądze i chęć reklamy. Jakoś tak się przyjęło, że hasło „muzyka dawna” lepiej brzmi i przede wszystkim lepiej się sprzedaje niż na przykład „muzyka inspirowana muzyką dawną”. O ile krócej i wygodniej, i atrakcyjniej, prawda? Zwłaszcza dla słuchacza, który nie ma o niej zbyt szerokiego pojęcia…

Przyjęło się też, że granie „muzyki dawnej” to coś wartościowszego, a więc bardziej prestiżowego. I niestety część winy ponoszą tu wykonawcy „ortodoksyjni”, którym zdarza się stawiać wyżej od tych, którzy się inspirują i uprawiają jakiś „miksiarski etnofolk” (wyrażenie zapożyczone), tfu… Nie wydaje się to jednak zbyt słuszne. Być może czasem głównym motorem takiej postawy jest zwykła rywalizacja o pozycję na artystycznym panteonie (czytaj: o pieniądze).

Co innego oczywiście, gdy sprzeciw powoduje nieszczerość czy niesolidność.

Jednak bywa tak, że mamy do czynienia z kimś wystarczająco szczerym i solidnym, ale mimo to nadal przedstawianym jako wykonawca muzyki, której nie gra. Spotykałem się już osobiście z tym, że reklama taka wychodziła od organizatorów koncertu. Tak więc i osoby odpowiedzialne za promocję wykonawców powinny być solidne i szczere. Ale tutaj najczęściej prestiż i pieniądze to czynniki determinujące. Niekiedy towarzyszy temu przekonanie (nie do końca moim zdaniem słuszne), że muzyka „nieortodoksyjna” jako bardziej osadzona we współczesności jest lepiej dla słuchaczy przyswajalna. Nie jest łatwo z tym dyskutować, co nie oznacza, że nie należy próbować.

Niestety każdy i każda z nas prędzej czy później staje przed problemem zarabiania pieniędzy. Oczywiście nikomu nie mogę zabronić wywiedzionej z tego owej „wykonawczej nieszczerości”, ale też do niej nie zachęcam. Należałoby raczej powalczyć o takie nastawienie odbiorców i pośredników, aby taka „nieszczerość” stała się niepotrzebna. Ostatecznie można też pieniądze zarabiać na czymś innym (na przykład działając na innych polach sztuki).

*

Ale załóżmy, Czytelniczko bądź Czytelniku, że zdecydowałaś czy też zdecydowałeś się zostać wiernym rekonstruktorem muzyki dawnej. Od razu muszę Cię przestrzec, że czeka Cię niełatwe zadanie. Jeśli chcesz nie tylko uchodzić za rekonstruktora tej muzyki, ale naprawdę nim być – musisz przyswoić sobie dużo, dużo wiedzy. Masz do przeczytania niejedną książkę, niejedną płytę do przesłuchania, niejeden koncert do obejrzenia (i posłuchania rzecz jasna).

Czy to znaczy, że nie masz już miejsca na własną inwencję, że obowiązują Cię ścisłe, odgórnie narzucone reguły? Nic podobnego. Na wstępie musisz zrozumieć, że pełna rekonstrukcja muzyki dawnej nie jest możliwa – przede wszystkim dlatego, że nie zachowały się (co oczywiste) żadne nagrania z dawnych epok. Pozostają wnikliwe studia nad zachowanymi zbiorami, jak na przykład: Cantigas de Santa Maria czy Carmina Burana (tym trzynastowiecznym zbiorem poetycko-muzycznym posłużył się Carl Orff, komponując swoją słynną kantatę o tym samym tytule), nad zachowanymi utworami dawnych kompozytorów, nad odczytywaniem ich graficznych zapisów, które różnią się od stosowanych dzisiaj. Czeka Cię poznawanie ikonografii i tekstów źródłowych opisujących dawną kulturę muzyczną, instrumenty, sposoby ich strojenia, używane skale dźwiękowe i tak dalej…

Czy znany jest ci na przykład fakt, że we wczesnym średniowieczu europejska muzyka kościelna była podporządkowana regułom dość jasno wyznaczonym przez chorał gregoriański, podczas gdy muzyka świecka opierała się w znacznej mierze na improwizacji? Albo że te same instrumenty różnie strojono w zależności od kraju i regionu? Czy wiesz o tym, że znaczna część instrumentów muzycznych trafiła do Europy za pośrednictwem Arabów (mówiąc bardziej prawidłowo: mieszkańców Kalifatu, a więc nie tylko Arabów), których sztuka muzyczna w pierwszych wiekach średniowiecza stała wyżej od naszej[1]? O tym, że Maurowie z Hiszpanii byli wzorem dla pierwszych średniowiecznych francuskich trubadurów? Że Ryszard III Lwie Serce zaliczany jest do znanych średniowiecznych artystów? Czy może wiesz o tym, że królowi Anglii Henrykowi VIII (z epoki renesansu) przypisuje się autorstwo słynnego Greensleeves? A może zaciekawi Cię epoka baroku z jej eksplozją artystycznego bogactwa, z jej wybitnymi twórcami i ich mnogimi muzycznymi dziełami?

Nie pozbawione sensu jest sięganie do pozamuzycznych źródeł – na przykład kronik czy nawet dzieł literatury pięknej, w których można znaleźć ciekawe informacje dotyczące muzyki danej epoki, a także zapoznać się szerzej z kontekstem historycznym, co – niezależnie od tego, że samo w sobie bywa ciekawe – może ułatwić zrozumienie muzyki, która jako element kultury wynika przecież z danej epoki i wpisuje się w jej całościowy obraz.

*

Zdobywaną w ten sposób wiedzę należałoby konfrontować z rekonstrukcyjnymi dokonaniami muzyków czasów obecnych, takich, jak Thomas Binkley (nieżyjący już mistrz, jeden z pierwszych współczesnych wykonawców grających muzykę dawną i jeden z najlepszych, który do dziś jest wzorem i inspiracją dla innych). Także ze zdaniem teoretyków, muzykologów i historyków sztuki, którzy również mogą dawać cenne wskazówki.

No i na końcu – nie należy zapominać o używaniu własnego rozumu. Własna interpretacja jest tu jak najbardziej pożądana (trzeba wziąć pod uwagę, że i w dawnych czasach nie było dwu takich samych artystów), ale powinna trzymać się mniej lub bardziej szczegółowo określonych zasad, które możemy poznać dzięki temu, co się zachowało. (Ostatecznie każda epoka tworzy swoje pisane czy też niepisane reguły. Nawet komponując w dzisiejszych czasach całkiem nowy utwór stosujesz mniej lub bardziej świadomie obecnie przyjęte kanony estetyczne, jesteś bowiem istotą ukształtowaną przez współczesność). W przypadku zaś tego, co się nie zachowało lub zachowało częściowo, dążenie do historycznej wierności może wpisywać się w Twoje własne poszukiwania – jednak z uwzględnieniem wszystkiego, co zostało tu napisane. Wówczas być może znacznie przybliżysz się do muzyki dawnej w pełnym tego słowa znaczeniu. To wymagająca robota, ale na pewno daje dużo satysfakcji.

Jeśli zaś to dla Ciebie za dużo lub przede wszystkim dążysz do niczym nie skrępowanej twórczej wolności, niech szeroko pojęta muzyka dawna będzie dla Ciebie źródłem inspiracji, z którego możesz czerpać wedle woli (sam zaliczam się raczej do tej grupy). To także – jak pisałem – zasadne i wartościowe, o ile jest to coś, co robisz porządnie. Nikt Cię do niczego nie zmusza ani niczego Ci nie zakazuje. Pamiętaj jednak o tym, aby i wtedy nie zamykać się na innych, także „ortodoksów”. Otwartość to, obok pracy i umiejętności krytycznego spojrzenia, ważny warunek rozwoju.

*

Pozostaje jeszcze jedna kwestia: jakich instrumentów używać? W przypadku podejścia ortodoksyjnego sprawa jest jasna. W grę wchodzą wyłącznie repliki instrumentów historycznych (Chyba, że ktoś jest takim szczęściarzem, że posiada dobrze zachowany oryginalny instrument z epoki). Wyjątek mogą stanowić tu konstrukcje tradycyjne, które przetrwały do naszych czasów i wytwarzane są na zasadzie takiej, jak instrumenty współczesne – na przykład w świecie Orientu (trzeba jednak pamiętać, że i one mogły na przestrzeni wieków ulegać choćby niewielkim zmianom, zależy to więc od dozy naszej tolerancji).

Dla nieortodoksyjnych wykonawców dozwolone jest właściwie użycie każdego instrumentu. Jednak i wśród nich dominuje stosowanie replik instrumentów dawnych lub instrumentów stylizowanych na dawne, częste jest także sięganie po sprzęt z szeroko pojętego instrumentarium folkowego, rzadziej po inny. W dużej mierze dla samych muzyków i dla ich publiczności, rzecz jasna, jest to po prostu bardziej atrakcyjne (podobnie jak noszenie epokowych lub stylizowanych na epokowe ubiorów)[2].

Niezależnie od tego, którą z dróg wybierzesz, moim pragnieniem jest jedynie, aby była w Tobie pasja i staranie o solidność i szczerość oraz umiejętne odnalezienie „złotego środka” między tym a realiami dorosłego życia artysty czy artystki, które postawią Cię przed koniecznością zarobienia na życie Twoje i Twojej ewentualnej rodziny.

  1.   Na terenach swego rozległego imperium korzystali oni z tradycji rdzennie arabskich, ale także żydowskich, greckich, perskich, egipskich, berberskich, indyjskich. Tradycje te do dziś pozostają tam żywe.
  2.   Na marginesie dodam, że to już jest jednak kwestia całkiem dowolna i nie należy do rzeczy wymaganej nawet przez ortodoksów. Mimo wszystko noszony ubiór jest sprawą drugorzędną wobec granej muzyki. No chyba, że mamy do czynienia z imprezą utrzymaną w konwencji historycznej, gdzie taki ubiór, nawet jeśli nie jest od muzyka wymagany, to jest mile widziany.

Strona działa na silniku WordPress w wersji polskiej.
Układ/funkcjonalność strony w znacznej mierze oparto na motywie (theme) "Tranquility White" autorstwa Roya Tancka w tłumaczeniu azWeb dla Polskiego supportu WordPress.