<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress/2.3" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>
<channel>
	<title>Komentarze do wpisu: Wolność muzycznej interpretacji</title>
	<link>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/</link>
	<description>Internetowy dwumiesięcznik muzyczny stowarzyszenia Jeunesses Musicales Polska</description>
	<pubDate>Thu, 09 Sep 2010 01:11:51 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.3</generator>
		<item>
		<title>Przez: waski</title>
		<link>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/#comment-7063</link>
		<dc:creator>waski</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Nov 2008 10:00:44 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/#comment-7063</guid>
		<description>Osobiście w pełni zgadzam sie z artykulem Pani Maji. Jeszcze tydzien temu stalem przed wyborem czy kontynuowac studia na kierunku kompozycji. Dzis juz wiem źe nauka kompozycji w naszym kraju mija sie z celem. Bywa źe samej kompozycji  uczą profesorowie ktorzy z kompozycja w swoim źyciu nie mieli zbyt duzo wspólnego. Własne podejscie do pisania jest negowane po przez odpowiedz "BO TAK" "Bo TAK NIE MOZNA"  gdyby w kaźdym okresie tak mówiono do dzis mieli bysmy muzykę barokową lub co gorsza chorał:) Nie chce tu negowac całego szkolnictwa muzycznego ktore jest na dość wysokim poziomie, oraz mówić źle o profesorach do ktorych mam ogromny szcunek, lecz muzyka to nie matemtyka i gdy czasami ktos ma inny wynnik niz wszyscy niekoniecznie musi byc on zły. Brak w nas zrozumienia do muzyki która "Nie jest taka jak być powinna" Cięźko nam sie nawet przyznac do tego źe cos nam sie podoba przez to ze ktos wpoił nam ze tak nie powinno byc. Przez to co "powinno być" do końca nie mamy świadomośći co tak naprawde nam sie podoba. Nie od dziś wiadomo źe muzyka trafia do naszych najgłębszych zakamarków mózgu wywołując w nas róźne uczucia. Zauwaźyłem ze ludzie ze środowiska muzycznego, czy to nauczyciel czy uczeń kiedy mówia o muzyce to wypowiadają takie słowa jak "a w trzeciej cześći to wejśćie smyczków kompletnie nie pasowało" czy teź "świetną technikę ma ten pianista" gdzie podzialy sie słowa, PIĘKNE, CUDOWNE. Moźe jest to dla nas zbyt intymna dziedzina źe boimy sie uźyc takich słów?:) Bardzo dobrze źe muzyk potrafi sie wypowiedzieć profesjonalnym językiem muzycznym i zanalizować utwór z kaźdej strony, sam osobiście to robie, lecz gdy staje sie to przyzwyczajeniem moźna wpasc w niebezpieczną pułapkę podporządkowania sobie muzyki.  No chyba źe ktos czuje sie jej władcą? :)Wynika to równieź z naszej mentalnośći gdzie bardzo często ktoś powie, "bo tak nie wypada". Właśnie przez to co wypada a czego nie wypada wszystko sie komplikuje.  Bo gdy ktos zagra Chopina inaczej niź Paleczny (z pełnym szacunkiem do jego gry) lub gdy ktos gra inaczej jazz jak amerykanie(z pełnym szacunkiem do amerykańskiego jazzu) to w naszym mniemaniu jest oczywiście źle. Oszukiwanie siebie to z pewnaścią nasza zaleta:)  Moźe dlatego młodzi kompozytorzy mają uznanie w środowisku muzycznym bo przecieź wszystko tam jest tak jak być powinno, zasady kontrapunktu na sto procent. Doceniam oczywiście ich prace, ich utwory, ale chciałbym aby zrozumieli jak to jest być sobą w twórczości. Chciałbym móc spotykać na scenach czy w szkolach muzycznych  szczęśliwych i spełnionych muzyków, któźy umieja nie tylko krytykować ale rownieź zachwycić sie sami w sobie muzyką ktorą nas przeciez nie wyrzuci z domu albo powie źe juz nas nie chce,  Jak to dobrze źe muzyka kocha nas bezinteresownie bo inaczej chyba tylko nieliczni mogli by ją prawdziwie kochac:) pozdrawiam, 

     waski</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Osobiście w pełni zgadzam sie z artykulem Pani Maji. Jeszcze tydzien temu stalem przed wyborem czy kontynuowac studia na kierunku kompozycji. Dzis juz wiem źe nauka kompozycji w naszym kraju mija sie z celem. Bywa źe samej kompozycji  uczą profesorowie ktorzy z kompozycja w swoim źyciu nie mieli zbyt duzo wspólnego. Własne podejscie do pisania jest negowane po przez odpowiedz &#8220;BO TAK&#8221; &#8220;Bo TAK NIE MOZNA&#8221;  gdyby w kaźdym okresie tak mówiono do dzis mieli bysmy muzykę barokową lub co gorsza chorał:) Nie chce tu negowac całego szkolnictwa muzycznego ktore jest na dość wysokim poziomie, oraz mówić źle o profesorach do ktorych mam ogromny szcunek, lecz muzyka to nie matemtyka i gdy czasami ktos ma inny wynnik niz wszyscy niekoniecznie musi byc on zły. Brak w nas zrozumienia do muzyki która &#8220;Nie jest taka jak być powinna&#8221; Cięźko nam sie nawet przyznac do tego źe cos nam sie podoba przez to ze ktos wpoił nam ze tak nie powinno byc. Przez to co &#8220;powinno być&#8221; do końca nie mamy świadomośći co tak naprawde nam sie podoba. Nie od dziś wiadomo źe muzyka trafia do naszych najgłębszych zakamarków mózgu wywołując w nas róźne uczucia. Zauwaźyłem ze ludzie ze środowiska muzycznego, czy to nauczyciel czy uczeń kiedy mówia o muzyce to wypowiadają takie słowa jak &#8220;a w trzeciej cześći to wejśćie smyczków kompletnie nie pasowało&#8221; czy teź &#8220;świetną technikę ma ten pianista&#8221; gdzie podzialy sie słowa, PIĘKNE, CUDOWNE. Moźe jest to dla nas zbyt intymna dziedzina źe boimy sie uźyc takich słów?:) Bardzo dobrze źe muzyk potrafi sie wypowiedzieć profesjonalnym językiem muzycznym i zanalizować utwór z kaźdej strony, sam osobiście to robie, lecz gdy staje sie to przyzwyczajeniem moźna wpasc w niebezpieczną pułapkę podporządkowania sobie muzyki.  No chyba źe ktos czuje sie jej władcą? :)Wynika to równieź z naszej mentalnośći gdzie bardzo często ktoś powie, &#8220;bo tak nie wypada&#8221;. Właśnie przez to co wypada a czego nie wypada wszystko sie komplikuje.  Bo gdy ktos zagra Chopina inaczej niź Paleczny (z pełnym szacunkiem do jego gry) lub gdy ktos gra inaczej jazz jak amerykanie(z pełnym szacunkiem do amerykańskiego jazzu) to w naszym mniemaniu jest oczywiście źle. Oszukiwanie siebie to z pewnaścią nasza zaleta:)  Moźe dlatego młodzi kompozytorzy mają uznanie w środowisku muzycznym bo przecieź wszystko tam jest tak jak być powinno, zasady kontrapunktu na sto procent. Doceniam oczywiście ich prace, ich utwory, ale chciałbym aby zrozumieli jak to jest być sobą w twórczości. Chciałbym móc spotykać na scenach czy w szkolach muzycznych  szczęśliwych i spełnionych muzyków, któźy umieja nie tylko krytykować ale rownieź zachwycić sie sami w sobie muzyką ktorą nas przeciez nie wyrzuci z domu albo powie źe juz nas nie chce,  Jak to dobrze źe muzyka kocha nas bezinteresownie bo inaczej chyba tylko nieliczni mogli by ją prawdziwie kochac:) pozdrawiam, </p>
<p>     waski</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Bogna</title>
		<link>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/#comment-1456</link>
		<dc:creator>Bogna</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Apr 2008 15:09:48 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/#comment-1456</guid>
		<description>Maju - bardzo twórczy i ciekawy artykuł.Podobne pododbne gratulacje już tu były, cóż z tego skoro nie moje.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Maju - bardzo twórczy i ciekawy artykuł.Podobne pododbne gratulacje już tu były, cóż z tego skoro nie moje.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: MeseMeson</title>
		<link>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/#comment-13</link>
		<dc:creator>MeseMeson</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 05 Dec 2007 10:43:25 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.sounda.net/2007-11-29/wolnosc-muzycznej-interpretacji/#comment-13</guid>
		<description>Wydaje się, że problem interpretacji ma dwa aspekty. Pierwszy to umiejętność poruszania się w aktualnej konwencji wykonawczej, drugi - zdolność do przełamywania (bądź rozszerzania) tej konwencji. Konwencja wykonawcza jest tworem, na który składają się wyobrażenia o tym, jak należy wykonywać utwory z danej epoki i wzorce, jakie tworzą wybitni wykonawcy. Podstawowe zadanie artysty-wykonawcy to stworzenie spójnej i przekonywającej kreacji, i do tego celu należy dążyć. Można to robić z powodzeniem w ramach obowiązujących konwencji, ale prawdziwy artyzm ujawnia się w tym, co wnosi się nowego. Idealny profesor powinien wdrożyć ucznia w aktualną konwencję, ale też rozwinąć w nim takie cechy, które w przyszłości pomogą w jej przekraczaniu. Oczywiście w większości przypadków to tylko pobożne życzenie. Dlatego uważam, że na etapie studiów najważniejsze zadania muzyka to: budowanie własnego smaku muzycznego (co mi się podoba?; co jest dobre?; dlaczego to jest dobre, a tamto nie?), umiejętność odczytywania narracji utworu (czyli świadome uczenie się, a potem wykonywanie utworu i obejmowanie go jako całości, a nie zlepku różnych fragmentów) wreszcie umiejętność przeciwstawiania się profesorowi (ale nie dla zasady, a tylko w tych przypadkach, kiedy jesteśmy przekonani, że coś należy zrobić inaczej i umiemy to uzasadnić). Oczywiście to ostatnie zadanie może przysporzyć wielu nieprzyjemności etc., ale myślę, że w innym wypadku przestaje się być szczerym i prędzej, czy później zostanie to dostrzeżone przez słuchaczy - dlatego mam wrażenie, że opisany w artykule muzyk "Z" nie osiągnie szczytów i nie zostanie zapamiętany. Owszem może stać się gwiazdą, ale tylko na krótki czas, bo za chwilę przesłoni go następny "Z1", a potem "Z2"... Natomiast do historii przejdzie muzyk "X", ale tylko wtedy jeśli mu się poszczęści. Jeśli chodzi o przełamywanie konwencji, to powinno ono wiązać się z dogłębną analizą utworu, stylu epoki i wzorców wykonawczych, nawet jeśli chce się wprowadzić coś zupełnie radykalnego. Inną sprawą jest przełamywanie własnych barier - muzyk powinien eksperymentować z materią. Powinien to robić nawet wbrew sobie, bo tylko na tej drodze jest w stanie przyswoić dla siebie pewne środki, których w inny sposób by nie osiągnął. Na razie na tym zakończę - może jeszcze coś mi się w tej kwestii wyklaruje/przypomni później.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Wydaje się, że problem interpretacji ma dwa aspekty. Pierwszy to umiejętność poruszania się w aktualnej konwencji wykonawczej, drugi - zdolność do przełamywania (bądź rozszerzania) tej konwencji. Konwencja wykonawcza jest tworem, na który składają się wyobrażenia o tym, jak należy wykonywać utwory z danej epoki i wzorce, jakie tworzą wybitni wykonawcy. Podstawowe zadanie artysty-wykonawcy to stworzenie spójnej i przekonywającej kreacji, i do tego celu należy dążyć. Można to robić z powodzeniem w ramach obowiązujących konwencji, ale prawdziwy artyzm ujawnia się w tym, co wnosi się nowego. Idealny profesor powinien wdrożyć ucznia w aktualną konwencję, ale też rozwinąć w nim takie cechy, które w przyszłości pomogą w jej przekraczaniu. Oczywiście w większości przypadków to tylko pobożne życzenie. Dlatego uważam, że na etapie studiów najważniejsze zadania muzyka to: budowanie własnego smaku muzycznego (co mi się podoba?; co jest dobre?; dlaczego to jest dobre, a tamto nie?), umiejętność odczytywania narracji utworu (czyli świadome uczenie się, a potem wykonywanie utworu i obejmowanie go jako całości, a nie zlepku różnych fragmentów) wreszcie umiejętność przeciwstawiania się profesorowi (ale nie dla zasady, a tylko w tych przypadkach, kiedy jesteśmy przekonani, że coś należy zrobić inaczej i umiemy to uzasadnić). Oczywiście to ostatnie zadanie może przysporzyć wielu nieprzyjemności etc., ale myślę, że w innym wypadku przestaje się być szczerym i prędzej, czy później zostanie to dostrzeżone przez słuchaczy - dlatego mam wrażenie, że opisany w artykule muzyk &#8220;Z&#8221; nie osiągnie szczytów i nie zostanie zapamiętany. Owszem może stać się gwiazdą, ale tylko na krótki czas, bo za chwilę przesłoni go następny &#8220;Z1&#8243;, a potem &#8220;Z2&#8243;&#8230; Natomiast do historii przejdzie muzyk &#8220;X&#8221;, ale tylko wtedy jeśli mu się poszczęści. Jeśli chodzi o przełamywanie konwencji, to powinno ono wiązać się z dogłębną analizą utworu, stylu epoki i wzorców wykonawczych, nawet jeśli chce się wprowadzić coś zupełnie radykalnego. Inną sprawą jest przełamywanie własnych barier - muzyk powinien eksperymentować z materią. Powinien to robić nawet wbrew sobie, bo tylko na tej drodze jest w stanie przyswoić dla siebie pewne środki, których w inny sposób by nie osiągnął. Na razie na tym zakończę - może jeszcze coś mi się w tej kwestii wyklaruje/przypomni później.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
