Dlaczego artysta nie może być wolny? Spojrzenie psychologa

Wolność sztuki! Zdaje się, że już to gdzieś słyszeliśmy. Dadaizm? Dobrze kojarzę? Potrzeba wolności w tworzeniu jest w każdym z nas, niezależnie od tego, czy należymy do szacownego grona artystów, czy też reprezentujemy sobą znacznie liczniejsze gremium szarych myszek. Nieważne. Każdy z nas muzykę może tworzyć i wykonywać, i niestety nikt z nas nie jest w tym wolny. Dlaczego???

Marta Borkowska

Biologia

Nasz system percepcyjny jest złożony, gdyż musi spełniać wiele funkcji naraz: skanować otoczenie, zwracać uwagę na istotne informacje, ostrzegać przed zagrożeniem. Złożoność funkcji determinuje jego specjalizację, a tym samym ograniczenie. Ile dźwięków jesteśmy w stanie rozróżnić naraz? To zapewne zależy od stopnia wytrenowania ucha. Najzdolniejsi rozróżniają kilkanaście – ale i ta liczba nie będzie powiększać się w nieskończoność.

Ile dźwięków naraz jesteśmy w stanie zapamiętać? Pojemność naszej pamięci krótkotrwałej wynosi 7 elementów (+/- 2). Kolejny powód, żeby czuć się ograniczonym.

Na ile melodii, dźwięków, jesteśmy w stanie zwrócić uwagę? Spośród wszystkich melodii, które słyszymy w ciągu dnia, tylko jedna, może dwie „wpadają nam w ucho”.

Ile mamy palców u rąk?? (pytanie retoryczne) W przypadku pianisty oznacza to, że może nacisnąć 10 klawiszy naraz. Więcej nie da rady. Wiem, to trywialny powód – ale wydaje mi się, że jest doskonałą ilustracją tego, czego usiłuję dowieść. Czasami po prostu „więcej nie można”. Czyż nie jest to ograniczenie?

Kolejnym biologicznym argumentem przeciwko wolności jest ludzka genetyka. To, jakie mamy uzdolnienia, jakie predyspozycje – zależy w dużej mierze od materiału genetycznego jaki nas konstruuje. Nie mamy nań żadnego wpływu, a procesy zachodzące podczas rekombinacji genów maja charakter czysto losowy. Tylko przypadek decyduje o tym, jakie części chromosomów ulegną rekombinacji. Te procesy warunkują różnorodność gatunku ludzkiego, a dla poszczególnych jednostek oznaczają przynajmniej częściową determinację cech, upodobań, uzdolnień.

Społeczeństwo

Wydaje mi się, że nie trzeba nikomu udowadniać istnienia zjawiska zwanego wpływem społecznym. Żyjąc w społeczeństwie ulegamy, nieświadomie zresztą, jego wpływom. Nasze muzyczne preferencje zaczynają się kształtować już w życiu płodowym, bo przyzwyczajamy się do muzyki, której nasze mamy słuchają będąc w ciąży. Bywają potem momenty, w których zdesperowane mamy włączają ową muzykę, gdyż tylko ona jest w stanie uśpić malucha. Skojarzenie z ciepłem i bezpieczeństwem maminego łona jest bardzo silne, toteż dziecko przestaje płakać i zasypia. Istnieje wiele badań dowodzących związku uzdolnień muzycznych z tzw. wczesną akulturacją muzyczną. Oznacza to, że im wcześniej nasi rodzice oswajali nas z muzyką, tym większe mamy szanse na karierę w tej dziedzinie. I nie chodzi o zabieranie pięciolatka na koncerty symfoniczne z muzyką Mahlera. (Znam dziewczynę, która miała 11 lat kiedy rodzice zabrali ja na IV Symfonię Mahlera – do dziś im to wypomina). Chodzi o śpiewanie z dzieckiem prostych piosenek, o granie na cymbałkach, na flecie, o wystukiwanie rytmów drewnianą łyżką i tym podobne przemiłe paramuzyczne aktywności. Czy to naprawdę działa? W Polsce dobrym przykładem są górale. Wystarczy pójść do kościoła na Podhalu, żeby zobaczyć, jak nawet najmłodsze dzieci śpiewają pieśni, często w dwu- lub trzygłosie. Nie są ich uczone, one „nasiąkają” śpiewem i muzyką od najwcześniejszych lat życia.

Ograniczeniami wypływającymi z nas samych są wcześniejsze doświadczenia. Kompozytor nie może być wolny od swojej przeszłości, bo w jego głowie są wszystkie dźwięki jakie kiedykolwiek usłyszał, wszystkie melodie, odgłosy natury. Wiele teorii pamięci mówi, że tzw. pamięć długotrwała ma nieograniczoną pojemność i właściwie człowiek zapamiętuje wszystko. To, że czegoś nie pamiętamy, nie znaczy że tej informacji nie ma w magazynie. Problemem jest tylko otwarcie odpowiedniej szufladki. Skąd możemy wiedzieć kiedy i jakie szufladki otwierają się w głowie kompozytora? Wykonawcy nie mają wcale łatwiej. W ich głowach obecne są wszystkie wykonania danego utworu, jakie kiedykolwiek słyszeli. I to wcale nie znaczy, że muszą je naśladować, ale one tam gdzieś są i w nieznany bliżej sposób wpływają na obecne wykonania. To wszystko przypomina kolistą koncepcję czasu obecną w kulturze Wschodu. Nic nie ginie, dorobek pokoleń trwa w świadomości kolejnych generacji, ulega ciągłym zmianom, ale podstawa pozostaje ta sama.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że preferencje społeczeństwa mają ogromny wpływ na kształt twórczości w każdej dziedzinie sztuki. Aż do znudzenia powtarzamy, że Bach najlepsze swoje dzieła napisał na zamówienie. Nie on jeden. Nie chodzi już nawet o tzw. pisanie „pod publikę” – co nie jest karalne, szczególnie, gdy muzyka pozostaje podstawowym źródłem utrzymania artysty – ale o uleganie ogólnym nastrojom, atmosferze czasu, trendom.

Czy naprawdę jest aż tak źle?

Wiem, że powyższe rozważania wcale nie zachęcają do twórczości. Po co robić coś nowego, skoro w rzeczywistości tylko powtarzamy coś, co zostało już wcześniej wymyślone. Nie mam niestety na to lekarstwa. Jako przyszły psycholog aż za dobrze wiem, jaki wpływ na nasze życie mają doświadczenia zarówno własne jak i naszej rodziny (chociaż nie jestem zwolennikiem Freuda). Moim zdaniem sztuka polega na tworzeniu, a nie stwarzaniu. W języku polskim używamy słowa stwarzanie, kiedy mówimy o utworzeniu czegoś z nicości. Natomiast tworzenie, to przekształcanie tego, co jest, w coś nowego. Nie możemy być całkowicie wolni tworząc, bo składniki mamy właściwie dane. Jednak – może trochę banalizując kwestię – sami dobrze wiecie, jak różne rzeczy można tworzyć mając do dyspozycji mąkę, jajka i mleko.

Komentarze »

Napisz pierwszy komentarz.

Subskrypcja RSS. Adres TrackBack

Odpowiedz

Strona działa na silniku WordPress w wersji polskiej.
Układ/funkcjonalność strony w znacznej mierze oparto na motywie (theme) "Tranquility White" autorstwa Roya Tancka w tłumaczeniu azWeb dla Polskiego supportu WordPress.